poniedziałek, 24 października 2011

Except for Lola.

"(...)przede wszystkim chciałbym zaapelować, byście obłożyli książkę i zakryli potworną, ohydną, odrażającą, zbrodniczą, plugawą, podłą, deprawującą młodocianych obwolutę, którą nazwałbym raczej kaftanem bezpieczeństwa."
V. Nabokov, "Wykłady o literaturze", Muza SA, 2000r., str.246
Nabokov pisał akurat o okładce "Dr. Jekyll'a i Pana Hyde'a", ale czytając to zdanie poczułam, że idealnie opisuje moje odczucia na widok okładek będących przedrukiem z plakatów ekranizacji.
A jest ich mrowie a mrowie, patrzę w twarze aktorów i zastanawiam się, dlaczego wydawnictwa mi to robią. Oczywiście rozumiem, dlaczego to robią, ale nie pochwalam. Wręcz nie znoszę.
Czy można by zaprzestać tego, zbrodniczego bez mała, procederu? Czy ja mogę spokojnie wejść do księgarni i nie widzieć Juliette Binoche na okładce mojego ukochania? Ładnie proszę.

Tak, wiem, to się nie zdarzy. Podobnie jak nie zdarzy się, żeby ktoś nie zatarasował całej lewej strony schodów ruchomych. Najwyraźniej świat zacząłby się wtenczas kręcić w drugą stronę.

Poniedziałki mają do siebie to, że ich nie lubię, naturalna sprawa u istot powyżej trzeciego roku życia. Tak więc, żeby nie wyszło ponuro i marudnie, będzie Lola :)

Poniższa wersja jest genialna, ulubiona i naprawdę nie mogę przestać klikać "jeszcze raz". I jeszcze, i jeszcze, jeszcze raz...

"Lola", Ray Davies. Jest wesoło.

1 komentarze:

Agnes pisze...

Ależ to energetyczny kawałek! Dzięki!
A okładki - no cóż, czysty interes...

Publikowanie komentarza