czwartek, 10 września 2015

Złota jesień, czyli czekam(y).

Ujmując rzecz w skrócie, amerykańska jesień będzie naprawdę dobra. Nasza może też, jeśli dystrybutor pozwoli.
Poniżej brak chronologii czy innego ładu, jest za to moja nadzieja i entuzjazm (ekhm, powiedzmy), i ogólnie rozumiane zaczekanie. Cieszcie oczy. Dajcie znać czy coś mnie ominęło.

Spectre. Reż. Sam Mendes, listopad 2015.
Komentarz zbędny.
No... Może poza tym, że jestem bardzo ciekawa, kto przejmie pałeczkę po Craigu. Niepokoju nie ma, akurat twórcy Bondów, przynajmniej w temacie castingu, wiedzą, co robią.
I nawet moje zmęczenie aktorską manierą Christopha Waltza zdaje się lekkko mięknąć, kiedy widzę go w obsadzie Bonda.



Sicario, reż David Villeneuve, wrzesień 2015.
Polska premiera przypada na 25 września, więc to już, ale Lirito na "Sicario" czeka już od dawna i najbardziej.
W sumie streścić rzecz można w stwierdzeniu, że gdzie Benicio del Toro, tam i ja.
Ale rozwinięcie mogło by zawierać uznanie też dla reszty obsady - mocne nazwiska, talentem buchające, nie oklepane, w repertuarze różnorodne... Także dla reżysera (ostatnie to duszny, ale w sumie bardzo zacny "Wróg" i nieco przeszarżowane, ale niegłupie "Prisoners", których polskiego tytułu nie pamiętam), który zaczyna Liritio coraz mocniej ciekawić.



Black Mass, reż. Scott Cooper, wrzesień 2015.
Tutaj słabość serca się objawia, Johnny Depp ma we mnie swoją fankę. Jakkolwiek sinusoidalnie jego kariera by się ostatnio nie układała, Liritio ma nadzieję na lepsze.A nawet pomijając Deppa, obsada mnie cieszy niezmiernie. Ciekawa jestem na przykład scen między Deppem a Cumberbatchem, bo moim zdaniem będą grali zupełnie obok siebie. Oby mnie zaskoczyli.

Przy okazji, zabawne jest, jak zwiastuny tego samego filmu różnią się wydźwiękiem. Ten poniższy jest całkiem dobry i dopiero po zobaczeniu tegoż właśnie drgnął we mnie cień zainteresowania. Wcześniej widziałam taki bardzo sztampowy, przydługi zlepek scen i zaziewałam się na amen. Ale skoro czarna msza, może o to chodziło.



Crimson Peak, reż. Guillermo del Toro, październik 2015.
Rzecz skomplikowana, bo Liritio samą siebie w oczekiwanie wpędziła. Chociaż niby nie, bo przecież Guillermo del Toro! Taaaak. Tyle że w rzeczywistości chodzi o "Labirynt Fauna", poza tym szału nie ma. Chociaż długoletnia współpraca del Toro z Ronem Perlmanem też wzbudza w Liritio ciepłych uczuć dla reżysera.
Jak by nie było, "Crimson Peak" złe nie będzie, a gotycki horror z doborową obsadą... Czemu nie.



Joy, reż. David O. Russell, grudzień 2015.
Ha, jak to można samą siebie zaskoczyć. Dotąd żadnego filmy Davida O. Russela nie uznałam za naprawdę dobry i jakoś za nim nie przepadam. Ale potrafi wydobyć z Jennifer Lawrence coś interesującego, a "Joy" ma ładną obsadę.
I nie wiem, jest w tym zwiastunie coś takiego, że chcę "Joy" obejrzeć. Może to zaśpiew z Rolling Stones w tle mnie przekonał.



Lobster, reż. Yorgos Lanthimos, październik 2015.
Tutaj może się czaić czarny koń zestawienia. I właściwie wystarczy obejrzeć zwiastun i trochę kojarzyć Kalejdoskop Liritio, żeby od razu wiedzieć, że "Lobster" to ja bardzo, bardzo chcę.
Skoro lobster is an excellent choice...

Mam przeczucie, że z "Lobster" będzie jak z "Her" - zauroczy mnie zupełnie nie tym, czego się spodziewam.



Wreszcie coroczny odpowiednik "Michaela Claytona", który Lirito będzie uwielbiać i nie dostanie żadnej rozsądnej nagrody. Tutaj nawet Mark Ruffalo nie pomoże.
Spotlight, reż. Thomas McCarthy, listopad 2015.

Thomas McCarthy jest mało znanym aktorem, a przy tym również reżyserem (i scenarzystą) bardzo dobrych filmów (aż czterech). Liritio wie, obejrzała wszystkie (nawet ten z Adamem Sandlerem - nie zrażajcie się, jak w czymś gra Steve Buscemi, to zwykle jest dobre).
W sumie wystarczy powiedzieć, że jego pierwszym filmem był "Dróżnik", który niezmiennie jest filmem wszechczasów i nie ma, że nie.

I zabawne jest, że w tym jednym (jedynym) przypadku nic nie zmienia obsada. Tzn, od Michaela Keatona po Stanleya Tucci, jest bardzo wzruszająca, ale obejrzałabym film McCarthy'ego, choćby miała być to monodrama z solniczką w roli głównej. 



Jeśli chodzi o Liritio, to by było na tyle.
Nie czekam na "Sufrażystkę", bo w ogóle i w szczególe, i nie.
Ani na "Suicidae Squad", bo mi przeszło. 
I o dziwo nie czekam na "Legendę" z Tomem Hardy. Za dużo Toma Hardy ostatnio widuję. Tak samo jest z Alicią Vikander, która, mam wrażenie, pojawia się wszędzie.

3 komentarze:

tamaryszek pisze...

Rany, "Sicario" już we wrześniu?! I ja czekam, i ja! Villeneuve, jak mówisz, zacny i trzeba mieć na niego oko. (Prisoners to "Labirynt").
"Lobster" już obejrzany - nie było czasu pisać na świeżo. Oficjalne środki dystrybucji się nie kwapią, może do kin nie trafić. Obejrzałam na NH. Zaskoczy Cię, jest korkociągowy.

Jak my wytrzymamy do listopada? Niech już zabłysną reflektory. "Spotlight"!

Jednego brakuje: AFF we Wrocławiu (20-25.10). Może skoczysz do Wrocławia. Będzie Ameryka :)

liritio pisze...

Skoro "Lobster" korkociągowy, to ja chcę. Obsadę ma piękną, a ja z wiekiem nabieram coraz więcej respektu dla Colina Farrella.
Do Wrocławia raczej nie... A szkoda. Ale dziwo, na stronie tego festiwalu chciałam podpatrzeć planowane filmy i nie mogę znaleźć repertuaru. Za wcześnie? Czy źle szukam? Chciałam wiedzieć czego zazdrościć :)

tamaryszek pisze...

W tym roku rzeczywiście mało informacji o programie AFF. Odsłona 7.10 (o godzinie 12.00). Zazwyczaj wcześniej były informacje o sekcjach (są analogiczne, jeśli nie tożsame z ubiegłorocznymi, zmieniają się bohaterowie np. retrospektyw). Ja będę tylko w weekend, też jestem ciekawa co za wybór mi się zdarzy. ;) I czy w ogóle warto będzie ruszać na Dolny Śląsk.

Prześlij komentarz