Pokazywanie postów oznaczonych etykietą historyczna. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą historyczna. Pokaż wszystkie posty

piątek, 6 listopada 2015

O królach i tronach tu mowa...

Skojarzenia między-kulturalne są śmieszne. Na przykład to, jak długo wzbraniałam się przed lekturą "Korony śniegu i krwi", bo niechęć do serii "Pieśni lodu i ognia" George'a R.R. Martina wchodziła mi w paradę.

Wniosków mam kilka, różnie dobrych, czasem złych. Przede wszystkim jestem zachwycona, że ktoś wziął na warsztat rozbicie dzielnicowe (i historię w ogóle), które, nie zdziwiłabym się, jest zapewne jednym z najrzadziej zahaczanych okresów historii Polski (toż, tyle imion, tyle nazw, kto by się połapał, jak dynastycznych królów ciężko spamiętać, a co dopiero tę zgraję zabijaków...).

Historię lubię, wertuję, czytam - naukowo do tematu nie startuję absolutnie, ale w czytelniczym życiu obecny jest raczej stale, w różnym stopniu. I często jestem zawiedziona (nie tylko rodzimymi autorami, spokojnie), że mało znajduję tworów beletrystycznych, które nie pachną natchnionym wieszczem albo tanim badziewiem.
Ha, za to jak ostatnio uniknęłam natchnionego wieszcza (i badziewia), to Parnicki zawitał "Srebrnymi Orłami". Sama chciałam, już prawie (po pół roku) skończyłam pierwszy tom! Na temat Parnickiego i orłów mam trochę do powiedzenia - po raz pierwszy w życiu zdarzyło mi się równie masochistyczne kontynuowanie lektury. Naprawdę, Parnicki i orły dają mi do wiwatu językowo, fabularnie również (czy Aaron w końcu schodzi ze sceny? Nie mogę znieść Aarona... A znoszę, trochę trauma).

czwartek, 30 kwietnia 2009

"Koniec mojej Rosji", czyli młoda monarchistka.

Księżniczka rosyjska o niemieckich korzeniach, Katarzyna Sayn - Wittgenstein, rozpoczyna drugą część swojego dziennika w sierpniu 1914 roku, w rodzinnej posiadłości w Bronicy. Nie zdaje sobie jeszcze wtedy sprawy z nadchodzących rewolucji i gwałtownym zwrocie w jej życiu, podobnie jak reszty arystokracji rosyjskiej. Fragmenty dziennika, którego pierwszy zeszyt zaginął, kończą się w styczniu 1919 roku, a po drodze Europa wywraca się do góry nogami, czego niezwykle szczegółową relację od strony rosyjskiej znalazłam właśnie w jej dziennikach. Ta całkiem obfita lektura oferuje pokaźną dawkę historii politycznej, terytorialnej i przede wszystkim społecznej. Oj tak, o społeczeństwie rosyjskim Katarzyna napisała wiele. I chociaż jeszcze rok 1914 czyta się z lekkim uśmiechem, który zwykle pojawia się na twarzach przy przeglądaniu kroniki towarzyskiej (faktycznie początek tego dziennika jest wybitnie w stylu, który może przywodzić na myśl samo wspomnienie dwudziestoletniej księżniczki rosyjskiej - przyszła wojna i niestety mniej przedstawień grają w teatrze), ale z czasem panienka się rozkręca i „normalnieje", a jej dziennik zaczyna być naprawdę interesującym zapisem tych ciężkich lat.

Dodam jeszcze, że jedyną wadą książki jest może zbyt duża szczegółowość w opisywaniu rosyjskiej polityki, ja kilka razy musiałam się posiłkować Wikipedią, kiedy nasza księżniczka rzucała nazwiskami, ale jak na książkę historyczną nie było nawet źle. Ot, opisywała swoją rzeczywistość - a nie brak jej było przenikliwości i inteligencji. Dzięki formie dziennika czterysta stron o bolszewickiej rewolucji się nie dłuży, a uczucia panny Wittgenstein wpływały też na mnie - szczególnie jej zimna wściekłość na ruch robotniczy i rewolucję. Chcecie zrozumieć monarchistów? „Koniec mojej Rosji" jest idealnym źródłem wiedzy na ich temat. Szczególnie, że dziennik Katarzyny Sayn - Wittgenstein zwrócił mi uwagę na szczegół, którego nigdy nie brałam pod uwagę, jeżeli chodzi o historię jakiegokolwiek innego kraju poza naszym. Mianowicie fakt, że dla tej rosyjskiej arystokracji (i pewnie nie tylko arystokracji) rewolucja bolszewicka i dezercja wojsk była strasznym ciosem, oznaczała upodlenie i pohańbienie tak potężnego przecież kraju, na całym świecie. To też w jej dzienniku zajmuje wiele wpisów, rozpacz spowodowana upadkiem wielkiej Rosji i wstyd, tak wstyd, za swoich rodaków i przywódców.

Tak oto, po pełnym umiarkowanych zachwytów wpisie dodam zdanie oczywiste, że „Koniec mojej Rosji" - swoją drogą to bardzo dobry tytuł - polecam szczerze.