"Black Mass" teoretycznie ma podstawy do sukcesu: konkretną historię i bardzo drogą obsadę, która mogłaby ją brawurowo odegrać. I wszystko fajnie, gdyby nie to, że film pełen wątków i treści całkowicie pozbawiony jest jakiejkolwiek atmosfery.
![]() |
|
Subiektywny przegląd książki, filmu i reszty cyrku. Cyrkiem może być wszystko.
![]() |
|
Dzwoniący telefon w pokoju z przeokropną tapetą, dwa trupy, chwilę potem trzeci oraz bardzo pechowy poranek w życiu Slevina - to tylko początek filmu zakręconego jak sprężyna, który umilał mi wczorajszy wieczór. "Lucky Number Slevin" rozbawił, wciągnął, nie znudził, nie zniesmaczył, wszystko grało. A zabawnym zrządzeniem losu jest to film o przekręcie, już sam w sobie będący przekrętem. Kiedy usatysfakcjonowany porządną rozrywką widz najmniej się tego spodziewa, w akcji następuje nagłe spięcie, wszystko nabiera powagi i w miarę komediowy film sensacyjny staje się czymś bardziej złożonym.
Film się jeszcze nie zaczął, a ja już przy napisach (bardzo ładnych, to swoją drogą) aż przysiadłam z radości, Morgan Freeman, Stanley Tucci, Bruce Willis, Ben Kingsley...! To było piękne :) Szczególnie Tucci, którego zawsze mi mało.
Ponieważ "Lucky Number Slevin" podobało się mnie, oczywiście możecie się spodziewać ciętego humoru i porażających dialogów, słowa, słowa, słowa...
Kandydat numer jeden, "The Bank Job" (reż. Roger Donaldson - "Bunt na Bounty", "Prawdziwa historia", "Rekrut").
Można zarzucić "Angielskiej robocie", że jest nierówna. Ponieważ film jest krótki, rozbicie akcji na kilka istotnych wątków obok głównego - kradzieży - powoduje, że wszystko bardzo szybko się kończy. Z jednej strony daje to wrażenie sprawności, gładkości, nic się nie dłuży i nie nuży. Ale jednocześnie lecimy przez akcję jakby po łebkach, bo chociaż pojawiają się w niej spore problemy, sceny dalekie od zabawnych i naprawdę mam wrażenie, że reżyser chciał sięgnąć głębiej, niż rozrywkowy film o złodziejach, przeskoki akcji i nastroju są zbyt szybkie, żeby widz miał szansę wczuć się w dramatyczny klimat.
Jenny mąż, Earl, jest spełnieniem wszelkich koszmarów o żałosnym palancie, który zamienia życie swojej żony w zdecydowanie smutną egzystencję.
I finiszując, kandydat numer trzy, "Daybreakers" (reż. Michael i Peter Spierig). Modzie na wampiry poddaję się w małym stopniu, jako że moim ideałem pozostanie na zawsze Tom Cruise jako Lestat z "Wywiadu z wampirem", a aktualny fenomen Stephanie Meyer jest śmieszny. Wampir powinien być potworem, krwiożerczym stworzeniem, które żyło zbyt długo, żeby zachować jakiekolwiek resztki ludzkich odruchów. Dracula w wersji Oldmana, (z "Draculi" w reżyserii F.F. Coppoli) to był wampir! Jeszcze "Underworld" zaliczam do udanych produkcji o krwiopijcach, jeżeli mówimy o ostatnich latach. Dobrego podobno "Pozwól mi wejść" nie miałam okazji zobaczyć, ale jeszcze nie można się nie uśmiechnąć na wspomnienie "Od zmierzchu do świtu" Tarantino.
Początek filmu jest mocnym strzałem, kolejny kwadrans, w którym przybliżany jest nam świat opanowany przez wampiry, to istne cacko. Te pierwsze kilkanaście minut można by oglądać w kółko od nowa, jako że wizja wampirzego świata jest równie fascynująca, co zaskakująco zwyczajna i prawdopodobna.
„Coco avant Chanel” – polski tytuł jak zwykle trochę popsuł – to film, który był gorszy, niż się spodziewałam (a nie nastawiałam się na coś specjalnego), a Coco Chanel zapewne przewraca się w grobie.
W sumie to wynika z tego wszystkiego tyle, że gdyby nie tamten facet, z którym stało się to, co się stało, genialna Coco nigdy by nie zaistniała. Koszmarnym dowcipem jest ten film i nie widzę w nim tego wielkiego zmagania się z wrogim społeczeństwem i odrzuceniem. To nie jest film o Coco, tylko o wkurzającej panience, która miała w życiu spory fart.
Z innej beczki, „Public Enemies”. Dobry film sensacyjny, chociaż faktycznie Michael Mann mógłby więcej. Podobnie jego obsada, szczególnie na tak obiecujący temat. Ale po kolei. Jeżeli idę do kina na film reżysera o pewnej renomie, na plakacie widzę nazwiska Depp, Bale i Cotillard, a historia Johna Dillingera naprawdę jest świetnym materiałem do wykorzystania, spodziewam się fajerwerków.
Ach, jeszcze zakończenie. Generalnie wszystko fajnie, ale dlaczego idealny moment na ucięcie filmu został zlekceważony?Copyright © 2009 Kalejdoskop. Blogger Templates designed by Deluxe Templates. Sponsored by Nishkrant Media