środa, 21 sierpnia 2013

Zacznę prosto, kim jest Keyser Soze?

Wszystko w tyle, znowu, a jakiś czas temu z inicjatywy Mariusza wyszło na to, że mam opowiedzieć o śledztwie w kinie. Tzn, o śledztwie w filmie, tzn w kontekście motywu filmowego... O, wysłowiłam się, motyw śledztwa w filmach, rozprawka na tysiąc słów. A tak naprawdę wszystko jest winą tego Pana., inicjatora pomysłu.

Temat jest szeroki, aczkolwiek fakt, że mogę wybrać swoje ulubione nawiązania nieco upraszcza zawiłą materię wyboru. A czy ja Wam kiedykolwiek mówiłam, jak kiepska jestem w wybieraniu? Największy dramat Lirito: gdzie zjeść obiad. Ale już, koniec, bez dygresji.


Tak naprawdę, dla Lirito jest to świetna okazja żeby wymienić kilka zupełnie ulubionych filmów, o których nie napisałam dotychczas, bo... (wstawcie pierwszy bezsensowny powód, który przemknie Wam przez myśl).

1. Podejrzani, reż. Bryan Singer, 1995 rok.
Kiedy Wy mówicie "śledztwo', ja od razu krzyknę "Podejrzani", to się błyskawicznie kojarzy i jest pierwsze na liście. Film Singera jest znany (chyba) wszem i wobec, od przebiegłego pytania "kim jest Keyser Soze?" po doborową obsadę, mam wrażenie że nie ma osoby, która przynajmniej raz nie usłyszała o "Podejrzanych".

Skracając akcję, pewien policjant przesłuchuje świadka pewnych wydarzeń, a jego historia powoli wyjaśnia koleje pewnej kradzieży i morderstwa. Tylko czy rzeczywiście? Bo właściwie, kim jest ten przeklęty Soze?

"Podejrzani" są czymś pomiędzy genialnie nakręconą łamigłówką, historią wielkiego przekrętu i mrocznym, mocnym kryminałem ze świetną rolą Byrne'a. Samo śledztwo jest niejako odwrotne, wydaje się, że oglądamy jego finał, a prawda leży gdzie indziej.

Niezmiennie mnie zadziwia, jak obłędnie dobry jest ten film.

2. Tajemnice Los Angeles, reż. Curtis Hanson, 1997 rok.
A jeśli mówić o śledztwie, momentalnie nasuwa się film noir. A jeśli mówić o w miarę współczesnym kinie noir, będą to rewelacyjne "Tajemnice Los Angeles" z pamiętną rolą Kim Basinger.

Dlaczego tak bardzo (ale naprawdę bardzo, bardzo) lubię "L.A. Confidential"? Możliwe, że trochę uwodzi mnie charakterystyczny klimat, ponurzy policjanci, piękne kobiety, nocne Los Angeles tak mało kojarzące się ze słońcem Hollywood, styl lat 50tych i wszechobecna, wątpliwa moralność bohaterów.

"Tajemnice Los Angeles" są świetnie zmontowaną historią wielotorowego śledztwa, w którym ciężko określić, kto jest kim, klasyczny motyw. A ja uwielbiam tak dobrze uzasadnianą i tak subtelnie wprowadzaną w czasie ewolucję charakterów.
I obsada... Russel Crowe w roli porywczego gliny, Kevin Spacey sprzedający policyjny talent w telewizyjnym programie i Guy Pearce w najlepszej chyba roli tego filmu, jako młody, nieugięty policjant w pogoni za karierą.

Nie ma dobrego powodu, żeby nie obejrzeć "Tajemnic Los Angeles", po prostu nie ma.

3. Mroczne przejście, reż. Delmer Daves, 1947 rok.
Skoro klimat kina noir w jakimś stopniu przywołuje "L.A. Confidential", cofnę się do oryginałów. I wybaczcie, ale kino noir i Humphrey Bogart idą w parze, a kiedy Liritio mówi o Bogarcie, Lauren Bacall musi wystąpić.

Wiele razy nadmieniałam o czterech filmach tej pary, sztandarowy (w kontekście śledztwa) byłby "Wielki sen", ale nie będę się powtarzać, szczególnie że Bogart i Bacall nakręcili też znacznie mniej znane "Mroczne przejście".

Ciekawa jest struktura filmu będącego historią człowieka bez twarzy, któremu zabrano przyszłość fałszywym oskarżeniem o morderstwo żony. Wszystko widzimy oczami głównego bohatera, właściwie jesteśmy głównym bohaterem, kiedy ucieka z więzienia, przechodzi operację plastyczną i z pomocą pięknej nieznajomej prowadzi swoje prywatne śledztwo. Czyni to z "Mrocznego przejścia" film raczej Bacall niż Bogarta, ale można go oglądać z sentymentu dla obojga (jak czynię to ja) albo z uznania dla dobrego kina noir, nawet jeśli "Mroczne przejście" niekoniecznie trafia do pierwszej ligi gatunku.

4. Rzeka tajemnic, reż. Clint Eastwood, 2003 rok.
Kolejnym filmem, o którym nigdy dotąd nie pisałam, jest jeden z najlepszych filmów Eastwooda (wedle preferencji Liritio, a miejcie na uwadze, że nie oglądam westernów). Film jest wierną ekranizacją książki Denisa Lehane'a, przy okazji jednego z moich ulubionych pisarzy.

Akcję rozpoczyna śmierć córki Jimmy'ego Markuma (Sean Penn) trudniącego się nie do końca legalną działalnością, który bez wytchnienia, wręcz opętańczo rozpędza się w dążeniach do odnalezienia jej mordercy. Laura Linney w roli jego żony gra jedną z najlepszych i najbardziej przewrotnych (albo niedopowiedzianych) ról kobiecych, jakie pamiętam.
Jednocześnie śledztwo w sprawie tego morderstwa prowadzi policyjny detektyw Devine (uwielbiany i niedoceniany Kevin Bacon), a na drugim planie dużą rolę odgrywa niezrównoważony Dave Boyle (Tim Robbins). Trzej bohaterowie znają się od dziecka, ich przyjaźń została przed laty brutalnie odmieniona porwaniem małego Dave'a, retrospektywna historia tych wydarzeń stanowi drugi wątek częściowo wyjaśniający mocno niejednoznaczne relacje między tą trójką.

"Rzekę tajemnic" szkoda przegapić, fabuła jest trudna, ale nich mnie małe kaczątko kopnie, jeśli Eastwood nie wykonał genialnej roboty.
"Rzeka tajemnic" przyniosła Oscara Seanowi Pennowi i Timowi Robbinsowi, a tytuł najlepszego filmu roku przegrała z ostatnią częścią Trylogii Pierścienia, co pozostawia mnie w niemym oburzeniu po dziś dzień.

5. Michael Clayton, reż. Tony Gilroy, 2007 rok.
Mój faworyt dzisiejszej szczęśliwej siódemki, właściwie jeden z tych najlepszych filmów, o których często myślę i rzadko piszę. Życie.

"Michael Clayton" jest przykładem pozornie skromnego filmu, którego doborowa obsada i skomplikowany, ale dopracowany w każdym calu scenariusz, tworzą coś wyjątkowego. Świetna rola Clooneya, którego Michael Clayton jest nie tyle prawnikiem, co tzw. fixerem, że zapożyczę obcy termin. Załatwia delikatny problem i sowicie wynagrodzony znika. Już jego monolog z początku filmu uświadomił mi, że nie jest to tytuł, który łatwo zapomnę. I rzeczywiście, nie zapomniałam.

Samochód Claytona wysadzony jest w powietrze, kiedy on ogląda konie,  po czym akcja cofa się o cztery dni. Arthur Edenes, współpracownik i kolega Claytona, przeżywa rzekome załamanie nerwowe broniąc korporacji zanieczyszczającej środowisko. Korporacja, reprezentowana przez chłodną Karen Crowder (Tilda Swinton niezmiennie genialna), wydaje się tyleż winna zanieczyszczeń, co niezaangażowana w późniejsze wydarzenia i właściwie nie wiadomo o co chodzi, a Clayton niechętnie zaczyna prowadzić swoje prywatne śledztwo, szukając dobrych odpowiedzi na niewygodne pytania.

6. Zodiak, reż. David Fincher, 2007 rok.
W motywie śledztwa musiał przewinąć się Fincher, wiele osób może wskazałoby raczej poruszające (straszne) "Siedem", bez wątpienia jeden z najlepszych filmów Finchera, ale Liritio zrobi psikusa i zwróci oczy w stronę "Zodiaka".

Film, który na pewno zawiódł oczekiwania na powtórkę z koszmarnej atmosfery "Siedem", jest rozciągającą się na przestrzeni wielu lat opowieścia, nakręconą na podstawie książki Roberta Graysmitha (w filmie Jake Gyllenhaal). "Zodiak" przedstawia wielotorowe śledztwo policji i dziennikarzy, a na pierwszym planie rosnącą obsesję pewnego rysownika imieniem Graysmith, który nie potrafi odpuścić myśli o ustaleniu tożsamości sławnego seryjnego mordercy.

Fincher nakręcił film mający warstwy (jak ogry), pokazujący jak jedna sprawa bezpowrotnie zmienia życia wielu osób, przedstawiający sprawę słynnego mordercy z wielu stron. Robert Downey Jr ma sporą rolę w "Zodiaku", podobnie jak Mark Ruffalo i razem z Gyllenhaalem dodają charakteru nieco może suchemu scenariuszowi. Ale w końcu o to chodzi, porządna historia długiego śledztwa, pewna ręka reżysera i charyzmatyczna obsada, wiele elementów składa się na bardzo dobry film, niezależnie od tego, jak daleki może być od rzeczywistości.

7. Hot Fuzz, reż. Edgar Wright, 2007 rok.
Powaga, powaga, brakowało mi komedii, a jednym z moich zaskoczeń ostatnich tygodni jest "Hot Fuzz". Jeszcze kilka miesięcy temu nie wierzyłam, że takie cudo może mi się spodobać, ale teraz odszczekuję.

Simon Pegg gra Nicholasa Angela, policjanta najlepszego z najlepszych itp, itd, zesłanego na banicję w wiejskim otoczeniu. Spójrzcie na plakat, mówi wszystko.

Sprawa zaczyna się dekapitacją pary aktorów, giną kolejne osoby a mieszkańcy dotychczas spokojnej wsi wydają się zadziwiająco nieporuszeni, uparcie wmawiając Angelowi, że wszystko jest dziełem przypadku. On ma na ten temat zupełnie inne zdanie i przy pomocy swojego młodego partnera Buttermana prowadzi śledztwo. Poważne śledztwo!

Podczas gdy twory z serii "Kac Vegas" czy "Druhny" zostawiają mnie raczej zniesmaczoną, "Hot Fuzz", mimo ewidentnego wydurniania się w niekoniecznie najlepszym stylu, kończyłam oglądać z szerokim uśmiechem na twarzy. Absurdalny humor, ale dobry humor, ot, te drobne różnice między Europą a USA ponownie dały o sobie znać. 

Kończąc listę siedmiu, ze względu na wcześniejsze wzmianki na blogu nie trafiło na nią kilka tytułów, które w sumie chciałam tam umieścić. Gdybym tylko tworzyła dwa razy dłuższą listę...

Rewelacyjny "Szpieg" Alfredsona, jeden z najlepszych filmów zeszłego roku.
Mistrzostwo dusznego kryminału, "Okno na podwórze".
Hit ostatnich lat, ekranizacja dobrej literatury, zupełnie obok tego świetny film, czyli "Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet".
Rozkosznie nieudolny Stephen Fry prowadzi śledztwo na bardzo drugim planie "Gosford Parku". Śledztwa prowadzą również inni w tym jednym z najlepszych filmów Altmana i jednym z moich ulubionych kryminałów, dzisiaj jakby zapomnianym.
Kolejny faworyt Liritio, "Blade Runner".

A jeszcze do jednego się przyznam, nigdy nie widziałam "Chinatown" Polańskiego. Czy to grzech?

7 komentarze:

Mariusz pisze...

Wiedziałem, że sobie poradzisz ;)
"Podejrzani" i "Tajemnice Los Angeles" - rewelacyjne kino po prostu, też bardzo lubię. "Hot Fuzz" to pozytywne zaskoczenie, nie spodziewałem się, że może to być tak dobry film, a jednak mi się spodobał. Myślę, że "Rzeka tajemnic" to jeden z najlepszych filmów Eastwooda nawet według wielbicieli westernów ;) Spodziewałem się w Twoim zestawieniu Finchera, jednak nie "Zodiaka" ani nawet nie "Siedem", lecz raczej "Dziewczyny z tatuażem" :) Ale "Zodiak" to oczywiście także świetny kryminał. "Mrocznego przejścia" i "Michaela Claytona" jeszcze nie widziałem - muszę koniecznie nadrobić. Ze swojej strony mógłbym dorzucić np. "Śmierć na Nilu" z 1978, a z filmów noir to przede wszystkim "Bannion" Fritza Langa.

PS. Link o nazwie "Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet" odsyła do recenzji "Gosford Park".

vindom pisze...

Nie widzieć "Chinatown" to poważne naruszenie dekalogu kinomana, grzech nie tyle śmiertelny, co bardzo poważny. Klasykę znać wypada ;)

Polecałbym "Klute", "W upalną noc", "And then there were none", "The Public Eye" (Joe Pesci kapitalny), "Night Moves" oraz "Żegnaj laleczko".

A propos "Szpiega" Alfredsona, to mimo, że lubię ten film, to jednak nie umywa się do serialu z Aleciem Guinnessem w roli głównej.

Simply pisze...

'Podejrzani' - zasłużone pierwsze miejsce.
U mnie na pewno załapałyby się : 'Wydział Zabójstw' Davida Mameta , koreański 'Memories of Murder' i
'Obietnica ' Seana Penna. I na pewno jakieś gialli, tu pod tym względem brac-wybierac.
Warto też wspomniec o dwóch znakomitych polskich kryminałach sprzed lat ; ' Wśród Nocnej Ciszy' Chmielewskiego i ' Tylko Umarły Odpowie' Chęcińskiego.

liritio pisze...

Mariusz, no kto jak nie ja :) ale tak serio, spodziewałam się, że trochę szybciej to zrobię.

Nawet według wielbicieli westernów? No proszę :)
A "Dziewczyna z tatuażem" była już kiedyś na blogu, więc i tak mogłaby się znaleźć co najwyżej w końcowych dopiskach... Ale ja średnio lubię ten film, wolę szwedzką wersję, o której napomknęłam.
"Michael Clayton"... Mam nadzieję, że jakby co się nie zawiedziesz. Ja uwielbiam, ale różnie bywa.

"Banniona" nie widziałam, jakoś unikam Langa, może niesłusznie, odkąd obejrzałam "Jestem niewinny" i tak się zdenerwowałam, że do dziś boję się filmy Langa oglądać.

liritio pisze...

Vindom, zbieram się do obejrzenia, skoro nie wypada :)
"Klute" wygląda interesująco, a "W upalną noc" mam od dawna w zakładkach, jakiś czas temu czytałam książkę będącą pierwowzorem filmu. Resztę kojarzę, słabo pamiętam "The Public Eye", może ponownie mogłabym zobaczyć.

Serialu z Guinnessem nie widziałam, więc ciężko mi porównywać. Ale film Alfredsona jest według mnie porażająco dobry.

liritio pisze...

Simply, "Memories of Murder" mam od kilku dni w planach do obejrzenia w wolny wieczór :)
Te polskie tytuły chętnie bym zobaczyła, za mało polskiego kina oglądam...
A Mamet nie wiedziałam nawet, że występuje też w roli reżysera.
"Obietnica" Penna ma taką obsadę, że na pewno zobaczę, w ogóle zapomniałam o tym filmie, a przecież jeszcze niedawno miałam to oglądać. Skleroza.

Czym jest gialli musiałam wyszukać, ale już wiem :) rzeczywiście, jest z czego wybierać.

Mariusz pisze...

Jeszcze mi się przypomniał ciekawy włoski film "Dochodzenie" z 1986 (reż. Damiano Damiani), w którym Keith Carradine prowadzi śledztwo w sprawie... zmartwychwstania Jezusa.

Prześlij komentarz