środa, 7 października 2015

Urodził go "Niebieski Ptak", Stefania Grodzieńska

Jak to w moim życiu często bywa, najlepsze i niechętne są tym samym. Stąd też, lektura zostawiona na szary koniec okazuje się być tą właśnie najmojszą.

Fryderyk Jarosy, nazwisko obce, nie znam międzywojennej sceny kabaretowej i teatralnej, chyba jedyne co znam, to właśnie z każdej wcześniejszej Grodzieńskiej... No i Dymszę.

Postać Jarosy'ego to wyznanie miłości i tęsknoty. Konferansjer, przyjaciel, Polak z wyboru. Potwornie czarujący, wszechstronny zawodowo, genialny reżyser, uroczy amant, ceniony przyjaciel i przy tym wszystkim twardy zawodnik gry w przetrwanie (sejsmograf!). Jak było naprawdę? Może jak w książce... A jeśli inaczej, niewiele mnie to tak naprawdę obchodzi, Grodzieńska wzruszyła i siebie, i mnie.
"Długo po tym spytałam Fryderyka, jak on to robi, że każdy na widowni jest pewien, że on właśnie na niego w tej chwili patrzy.
- Mam zeza - odpowiedział.
Stefania Grodzieńska, Urodził go "Niebieski Ptak", Akapit Press, Łódź 1999r., str. 49
Jak śpiewał Grechuta, "więc ja chciałbym twoje serce ocalić od zapomnienia", tak Grodzieńska chciała. Nie tylko Jarosy'ego, chociaż jest on głównym bohaterem. Ale jest też ten drugi, pozostaje niewidoczny, może gładzi swój wredny wąsik, kiedy po warszawskich ulicach "achtung, achtung!" się niesie. I nikogo chyba nie zwiedzie pewna lekkość czy stały dowcip, kiedy autorka wraca do tych zapewne najstraszniejszych lat swojego życia.

A więc wojna. Jurandot (mąż), Jarosy (trzeci do tanga) ścigany przez Gestapo od początku prawie, jak to przetrwać? Historia wie jak było naprawdę, a ze wspomnień Grodzieńskiej bije pewna gracja. I ogromny szacunek do ludzi, o których pisze, o tych dobrych i dzielnych. Bo po co o tych drugich.

Wojenne wspomnienia z Warszawy (i okolic) stanowią znaczną część książki, ale Jarosy nie schodzi z pierwszego planu. I chociaż opowieść o mentorze zaczyna się (bardzo ciekawymi) opowieściami o międzywojennych gwiazdach sceny, o objazdowych spektaklach i kabaretowych znakomitościach, potem dotyczy już głównie Jarosy'ego w roli przyjaciela.
"Żyją? Przestałyśmy rozmawiać. Czas wlókł się nieznośnie, a patrzenie co chwila na zegarek było bez sensu.
- Nie możemy tak siedzieć. Musimy się czymś zająć. Wiesz, zajrzyjmy do schronu w teatrze, tam parę osób wciąż dostaje histerii. Powiemy im, że Ameryka przystąpiła do wojny, chcesz?"
Stefania Grodzieńska, Urodził go "Niebieski Ptak", Akapit Press, Łódź 1999r., str. 77
Czyli Liritio znowu się zachwyca. O Grodzieńskiej pisałam, znam nazwisko od lat, cenię i chwalę, dlaczego znowu tę książkę, którą oceniam jako najlepszą, przeczytałam na końcu? Widocznie tak musi być. A też ta "najlepsza" trochę razi, bo "Wspomnienia chałturzystki" to przecież nie byle co, jedynie ciężar gatunku się zmienia.

0 komentarze:

Prześlij komentarz