niedziela, 30 sierpnia 2009

"Grobowiec świetlików" ("Hotaru no haka"), czyli wojenne dzieci.


"Wstrząsający film, którego scenariusz powstał na podstawie biograficznej powieści Akiyuki Nosaka. Rozgrywająca się w czasach II Wojny Światowej w Japonii historia 14-letniego chłopca i jego młodszej siostry, których matka zginęła podczas nalotu na Kobe. Od tej pory rodzeństwo jest zdane tylko na siebie..."
To jest opis dystrybutora, z którego ja wykreśliłabym słowa „wstrząsający” i „zdane tylko na siebie”. Akcja miejscami nie trzyma się kupy, ale możliwe, że zbytnio się czepiam, bo jednak psychika dziecka (o której nie ma pojęcia) jest odmienna od tej dorosłego i coś oczywistego dla mnie, dla Seiko (główny bohater) wcale nie musiało takim być.
Nie rozumiem dlaczego historia Seiko i Setsuko potoczyła się tak, a nie inaczej. Ale żeby nie zdradzać akcji powstrzymam się przed wyciąganiem poszczególnych momentów, tylko stwierdzę, że Seiko zachowywał się niezwykle dziwnie i według mnie trochę wbrew naturalnym odruchom – szukania pomocy i przeżycia gdzie się da i jak się da.
„Grobowiec świetlików” nie wstrząsnął mną dlatego, że jest bajką, animacją, na której nie potrafię (i nigdy nie potrafiłam) się wzruszyć. Wiem, że powstał na podstawie tej powieści również film fabularny i myślę, że może być naprawdę poruszający. Rysunki chyba nie przemawiają do mnie na tyle, żebym naprawdę potraktowała animację tak samo, jak film fabularny. Jedynie „Walc z Bashirem” był bliski „wstrząśnięcia” mną, ale każda reguła ma wyjątek, moja też.

Jednak faktem niezbitym jest, że ten krótki film jest niezwykle czarowny i prosty. Prostota jest zawsze najpiękniejsza. Mnóstwo drobniutkich elementów, które stworzyły półtoragodzinny skarb nadal stoi mi w oczach, tak jak przywołuje się z pamięci obraz już po opuszczeniu galerii. I mam teraz na myśli tak część wizualną, jak i fragmenty akcji, wszystko co otacza główny nurt historii wojennych sierot, jest doskonale dopracowane i interesujące.
A wymowa filmu? „Grobowiec dla świetlików” nie nawiązuje do polityki, ale do samego faktu wojny, już nieważne jakiej. Dwójka dzieci pozbawiona rodziców, czyli podstawowego bezpieczeństwa, musi radzić sobie sama – antywojenne przesłanie jest aż nazbyt czytelne. Ale mnie wcale w „Grobowcu świetlików” główna akcja nie wydawała się najważniejsza, podobnie jak myśl przewodnia. Mnie rozbroiła opiekuńczość Seiko, który przecież do dojrzałości ma jeszcze daleko, nad młodszą siostrzyczką. A zachwyciła ta piękna i złożona otoczka drobnych zdarzeń, codziennych smutków i radości, które towarzyszą nam niezależnie od wielkich, ważnych wydarzeń w życiu.

I teraz się zastanawiam, czy to jest cecha japońskiego kina w ogóle? To dopracowanie szczegółów codzienności, które były tak pięknie pokazane i w „Grobowcu świetlików”, i w „Pożegnaniach”, a także w dwóch innych japońskich bajkach, które oglądałam „Ruchomy zamek Hauru” i „Spirited Away”. Jeśli tak, kino japońskie wskakuje na półkę do dokładnego przefiltrowania.

3 komentarze:

Anonimowy pisze...

ja też nie rozumiem, byli zdani na siebie, chodzili to tu to tam, a przecież było na poczatku powiedziane, że mają pieniądze w banku co przecież mogli wykorzystać. bez sensu

Anonimowy pisze...

NIECH NIE CZYTAJĄ TO OSOBY< KTÓRE NIE WIDZIAŁY FILMU BO ZDRADZAM ZAKOŃCZENIE!!!
mówię serio..
no więc ona umiera z głodu a on tego samego dnia wyjął pieniądze z banku i przyszedł z arbuzem, jajkami i ryżem? to nie mógł tego zrobić tydzień wcześniej? Przecież był u lekarza, który mu powiedział o co chodzi, sam też zauwazył, że jest bardzo głodny.. Może mi to ktoś wytłumaczyć??

liritio pisze...

Teraz już nie pamiętam dokładnie, jakie wydarzenia następowały po sobie w tym filmie, ale wyraźne uczucie, że coś jest nielogiczne zostało.
Próbowałam też sobie tłumaczyć, że dzieci inaczej może myślą, albo że może ja czegoś nie zrozumiałam i naprawdę znikąd nie mieli pomocy, i może to właśnie było tragedią ich sytuacji. Ale nie wiem, naprawdę, nie wiem.
Pozdrawiam i życzę lepszych niż moje wyjaśnień niejasności "Grobowca świetlików" :)

Publikowanie komentarza