Niemiłym zaskoczeniem jest, kiedy człowiek, ceniony bardzo w jakimś zakresie, okazuje się niezbyt pociągający jako osoba. Z jednej strony wiem, że Franciszek Starowieyski był grafikiem, a nigdzie nie napisano, że artysta plastyk to od razu interesująca osobowość. Ale patrząc na jego prace spodziewałam się czegoś innego. Kogoś dużo ciekawszego i oryginalniejszego.
Może tak, w "Przewodniku po kobietach" zanotowanych jest mnóstwo ciekawych spostrzeżeń, ale ani jednego na temat kobiet, które urzekałoby błyskotliwością. Czy naprawdę aż tak warta uznania jest jego bezpruderyjność? Chyba nie w naszych czasach. Oczywiście przeczytać można, nawet bezboleśnie, ale irytowały mnie nawet nie te stwierdzenia, które zaskakiwały bezczelnością czy dosadnością, raczej ogólnie potwornie przedmiotowe podejście do tematu kobiety. Możliwe, że wynikające z ogólnego nastawienia do płci pięknej jak do materiału dla artysty. Według Starowieyskiego kobieta powinna być taka, siaka i owaka, z częścią jego stwierdzeń się nawet zgadzam, ale brakowało mi potraktowania pań jak tworów, które posiadają jakąkolwiek osobowość i charakter.

Także sama nie wiem, czy polecić "Przewodnik po kobietach" jako warty przeczytania. Możliwe, że wcześniejsze części, "Przewodnik zacnego kolekcjonera" i "Przewodnik intelektualnego snoba", są lepsze. Właściwie na pewno są lepsze.
A teraz nie mogę oprzeć się wrażeniu, że Franciszek Starowieyski był potwornie pospolitym facetem. Aż dziwne, kiedy spojrzeć na jego rysunki. Wręcz niemożliwe. Będę musiała przeczytać części wcześniejsze i sprawdzić.
0 komentarze:
Prześlij komentarz