sobota, 31 lipca 2010

"Hotel", Arthur Hailey.

Dawno, dawno temu przeczytałam pierwszą książkę Haileya. Trochę brzmi to jak wstęp do małej epopei na temat, jakbym jego całą bibliografię znała na pamięć, co jest prawdą tylko w części.
W rzeczywistości przeczytałam dwie, "Hotel" (w tym tygodniu) i "Port lotniczy" (kilka razy, począwszy od wakacji jakieś osiem lat temu). Ponieważ jednak obie te książki bardzo zapadają w pamięć, czuję się, jakbym faktycznie mogła je prawie że recytować. A na pewno szczegółowo streszczać.

Charakterystyczna dla Haileya jest mnogość równorzędnych bohaterów i wątków, które mieszają się ze sobą, powiązane miejscem pracy/środowiskiem. Mnie takie tematy ciekawią, już samo poznawanie zawodowej codzienności zawsze wyda mi się interesujące. Nieważne, czy będzie dotyczyło amerykańskich komików czy spawaczy w Wietnamie, jest coś, co mnie bardzo wciąga w czytaniu/oglądaniu szczegółów różnych czynności i zawodów. Ucieszyć się potrafię z głupiego zbliżenia na odcedzanie makaronu albo patroszenia ryby, a proza Haileya jest jakby lupą przyłożoną do różnych światów.

Hotel St. George w Nowym Orleanie podupada, gnijąc od środka. Drobne uchybienia w obowiązkach, powolny spadek jakości, problemy finansowe, czyli coraz szybsza droga ku ruinie - a do tego kocioł gości.
Książęca para, która skrywa bardzo zły sekret, młoda dziewczyna prawie zgwałcona w jednym z pokoi, tajemniczy starszy pan, który o mało co nie umarł w pokoju 1439, konferencja dentystów, właściciel sieci hotelarskiej, który przyjechał odkupić St. George od właściciela będącego na skraju bankructwa, konferencja dentystów, która okazuje się eksplozją zatargów na podłożu rasowym, hotelowy złodziej, psujące się windy... I tak mogłabym wymieniać jeszcze jakiś czas, chociaż akcja obejmuje tylko pięć dni z życia St. George. W tym wszystkim miota się McDermott (typowy główny bohater Haileya, o ile mogłam się zorientować po dwóch książkach), manager hotelu, który stara się utrzymać wszystko w ryzach. Co oczywiście nie jest łatwym zadaniem, namnożyć konfliktów Hailey potrafił jak nikt.
Od najdrobniejszych obowiązków hotelowej telefonistki, do prawie że kuglarskiej pracy głównego managera, Hailey niczego nie pomija, przekazując mnóstwo informacji o funkcjonowaniu hotelu, również o samym mieście - Nowy Orlean lat sześćdziesiątych (czy "Hotel" znajdował się może na liście lektur do Południowego Wyzwania?) został całkiem solidnie opisany w tej książce.

Co miałam na myśli określając McDermotta "typowym bohaterem"? Cóż, tutaj właśnie leży mały zgrzyt książek Haileya - główny bohater jest odrobinę nudny w swej skromnej, ale rycerskiej osobie.
W "Porcie lotniczym" Mel Bakersfeld - dyrektor lotniska - jest kropa w kropę kopią McDermotta, tą samą wersją w innym zawodzie. Uczciwy, skoncentrowany na pracy, oczywiście przystojny i inteligentny, męski, ale delikatny... Takie tam bzdury w sumie, jakby bohater Harleuqina przeniósł się do powieści pisanych przez Haileya. Bo oczywiście jest również kobieta.
Jednak dzięki sporemu rozmnożeniu bohaterów i wątków, dość papierowa postać teoretycznie głównego bohatera nie razi. Niektórych polubiłam, niektórych nie, ale większość mnie zaciekawiła. "Port lotniczy" uznałabym chyba jednak za odrobinę ciekawszy, nie wiem czy ze względu na samą pracę lotniska, czy postaci wydały mi się bardziej różnorodne.

Nie da się ukryć, że "Hotel" i "Port lotniczy" są napisane według podobnego schematu, ogromna machina jakiejś instytucji, wspaniały manager i jego panienka w centrum zawirowań z tłumem różnorakich bohaterów, ktoś stary, ktoś młody, druga para, ktoś biedny i ktoś bogaty... Jakby specjalnie pilnował różnorodnej poprawności. I punkt kulminacyjny, który uwalnia emocje.
Mimo tej utartej ścieżki, książki Haileya były swego czasu bestsellerami, czemu się absolutnie nie dziwię, gdyż wciągają okrutnie. Wręcz połykają czytelnika swoim szczegółowym i poplątanym światem, z którego połknięty wynurza się bardzo zadowolony na ostatniej stronie.

Chętnie sięgnę po kolejne książki Haileya, zaczynając od "The Evening News", chociażby dla sprawdzenia czy w tej również powtórzy się podobna historia, która o dziwo wcale nie znudziła mi się po przeczytaniu jego dwóch poprzednich książek.

4 komentarze:

Zosik pisze...

Zapiszę sobie nazwisko i poszukam w bibliotece. A co mi tam - niech stracę ;-)

liritio pisze...

Zosik, może nie stracisz :)

Logos Amicus pisze...

Chciałbym tylko napisać, że bardzo fajnie mi się czyta Twoje teksty, mimo, że czasem (często? ;) ) jestem innego zdania, niż Ty :)

liritio pisze...

Logosie, miło mi niezwykle, jako że ja Twoje teksty również czytam z prawdziwą przyjemnością. I chociaż czasem również się z Tobą nie zgadzam, zapewne jednak znacznie rzadziej, niż Ty ze mną :), przecież nie o podobne zdania w tym wszystkim chodzi. :)

Prześlij komentarz