
Byłam kiedyś w Kairze, dawno temu. Niewiele pamiętam, miałam wtedy cztery lata i spędziłam tam kilka miesięcy u mojego ojca. Ale chętnie wróciłabym do tego miasta, chociażby po to, żeby sprawdzić czy mgliste skojarzenie z kurzem, hałasem i tłumem ludzi, których się bałam, zgodziłoby się z rzeczywistością. Możliwe, że tak, patrząc na "Cairo Time". Także nie da się zaprzeczyć, że zdjęcia są naprawdę świetne, połączenie części turystycznej, tej wypieszczonej i "magicznej", z tą codzienną, prawdziwszą.
Co do akcji filmu, to już jak kto lubi. Mnie nie przeszkadzają takie leniwe historie, niby siedzą, gadają i nic się nie dzieje, a w tle rodzi się zalążek uczucia. Na pewno nie ma w tym głupoty, tanich chwytów i zbędnych słów. Napięcie budowane jest na krótkich spojrzeniach, gestach, ale jest tam, między dwójką głównych bohaterów, nie do przeoczenia. I to jest ładne, szczególnie że jakby rozejrzeć się wkoło, tak właśnie spadają na nas uczucia, prawda? Niby piorun z nieba, a tak naprawdę pojawiają się w subtelnościach, kiedy żaden dotyk już nie jest taki sam, kiedy każde słowo zaczyna się liczyć.

Patricia Clarkson (Juliette), aktorka, którą pamiętam z "Good Night and Good Luck", zrobiła miłe wrażenie, ale nic poza tym. A tu proszę, najwyraźniej obok miłego wrażenia ma też talent i na pewno chciałabym przyjrzeć się jej filmom bliżej. Ze zdziwieniem zobaczyłam w jej filmografii "Dogville" - czyżby Patricia Clarkson była niedocenianą przeze mnie mistrzynią drugiego planu?

Krótki film, krótkie uczucie, znaczy się adekwatny. Ale ja chciałabym, żeby trwał dłużej, chociaż niektóre sceny przewijałam. Chciałabym zostać w tak przedstawionym Kairze, z wdzięcznym Tareqiem i spokojnie piękną Juliette. To jeden z tych filmów, w które się "wnika" ze względu na ich podobieństwo do życia wkoło nas. Jakby wcale nie dzielił mnie od nich szklany ekran.
4 komentarze:
Zaintrygowana Twoją recenzją spieszę szukać tego filmu, bo strasznie chciałabym obejrzeć :)
Aktorkę grającą Juliette znam bardzo dobrze, nie tylko z "Dogville", ale także z "Wyspy tajemnic", "Zielonej Mili" oraz "Whatever works", więc tym bardziej jestem ciekawa :)
Dziękuję za recenzję i pozdrawiam
Naprawdę warto obejrzeć. Ja też, po przeczytaniu recenzji Agny i Gosi byłam zaintrygowana, okazało się, że słusznie :)
Przewijałaś? Ja wręcz kontemplowałam scenę za sceną, leniwe ale urokliwe historie po prostu kocham.
Cieszę się, że się nie zawiodłaś i jeszcze doceniłaś urok Alexandra. ^^
Przewijałam! Ale tylko kilka razy, to mam na swoje usprawiedliwienie. Najwyraźniej nie te nerwy :)
Prześlij komentarz