wtorek, 25 maja 2010

"The Ramen Girl", reż. Robert Allan Ackerman.

Trzy sprawy się złożyły na oglądanie tego filmu, który należy do bardzo przyjemnych, ale niestety również pustych produkcji. "Karate Kid" przenieście do kuchni i voila, dostaniecie "The Ramen Girl" (polskiego tytułu nawet nie przyjmuję do wiadomości).

Przede wszystkim iplex.pl, uznałam, że ja, tak zapalona do oglądania filmów, muszę się wreszcie zapoznać z tą stroną. Odczucia mam w miarę pozytywne - chociaż dopiero od niedawna serwis działa, już zgromadził całkiem pokaźną bazę filmów i z tego co widzę, szybko się powiększa. Nie polecałabym iplexu, kiedy szukamy jakiegoś komercyjnego hitu filmowego, podobnie jak nie ma tam wyjątkowo niszowych produkcji czy bardzo mało znanych tytułów. Jednak na uznanie zasługuje spora ilość polskich filmów, chociażby "Drzazgi", które kiedyś chciałam obejrzeć.

Po drugie, Brittany Murphy. Mało wiadomości z Hollywood zasmuciło mnie ostatnimi czasy tak, jak nagła śmierć aktorki, jednej z moich ulubionych. Nie widziałam wielu filmów z jej udziałem i absolutnie nie określiłabym jej wybitnym talentem, ale w zalewie słodkich aktoreczek w różnym wieku, podobnych do siebie jak dwie krople wody, Brittany Murphy wyróżniała się jakąś swojego rodzaju szczerością usposobienia. Bardzo pozytywne wrażenie robiła na mnie swoimi rolami, taka optymistyczna się wydawała i w miarę naturalna na tle amerykańskiego zalewu plastikiem.

I jeszcze ogólna depresja na tle sama nie wiem czego, która trzyma się mnie już jakiś czas, zadecydowała, że postawiłam na film może i wątpliwej jakości intelektualnej, ale na pewno poprawiający humor. I w tym się nie zawiodłam.
Historia sama w sobie jest dość głupiutka, młoda dziewczyna odnajduje sens życia i miłość gotując rosół. Brawa dla niej. Oczywiście fabuła jest płaska jak deska, ale można samemu dopowiedzieć sobie trochę o wpływie różnic kulturowych na jednostkę, o ciężkiej pracy u wielkiego mistrza ramen czy o dojrzewaniu emocjonalnym głównej bohaterki, kiedy nagle musi sobie sama poradzić w Tokio.
A cóż z tego, że film jest niewysokich lotów? Nie da się ukryć, że nie występuje w przyrodzie produkcja tego gatunku, która powalałaby mądrością. Poza tym ma inne zadanie, szukając wielkiego przesłania nie sięgam po amerykańskie komedie z Brittany Murphy.
A humor poprawiła mi rewelacyjnie, oglądałam i cieszyłam się z gotowania perfekcyjnego rosołu z duszą, z aż karykaturalnego Japończyka, który ustawiał główną bohaterkę do pionu. Podsumowując, film miły, łatwy i przyjemniejszy, niż jemu podobne. Taki po prostu optymistyczny, chociaż szczerze głupi. Mnie się podobał.
Tylko oglądając "The Ramen Girl" nabrałam potwornej ochoty na zupkę chińską z proszku i potem przez dwa dni jadłam Vifony. Trauma :)

4 komentarze:

izusr pisze...

Fakt, film może głupiutki, ale dialogi pomiędzy Abby i Maezumim na poprawę humoru w sam raz ;)

papierowa latarnia pisze...

a i takie cos trzeba od czasu do czasu obejrzec
ja jak na zlosc ostatnio na same dramaty trafiam...

germini pisze...

Twoja recenzja ma taką moc, że już wczoraj wieczorem obejrzałam ten film ;) Nie słyszałam o nim wcześniej, bo kilka lat temu przestałam śledzić nowinki filmowe.
Rzeczywiście, płytki obraz, ale obejrzałam bez niesmaku :) Brittany Murphy bardzo lubię - żadna z niej wielka aktorka, ale sympatyczna za to. Polskiego tytułu również nie przyjmuję do wiadomości (kto to wymyślił w ogóle?!).
Zdarza mi się od czasu do czasu ugotować rosołek z sosem sojowym, makaronem "celofanowym" i różnymi warzywkami i chyba znowu zrobię go niedługo, bo mam smaka po filmie :) Zresztą polecam go oglądać z pełnym żołądkiem :)

liritio pisze...

Izusr, fakt, Maezumi jest świetny :) a Abby taka zawzięta i uparta, że nic, tylko się cieszyć.

Papierowa latarnia, zbyt duże stężenie dramatów we krwi jest przygnębiające, przynajmniej w moim wypadku. A "Ramen Girl" jest idealna na gorszy humor. Mam całą listę takich pogodnych filmów na kryzysowe dni :)

Germini, jejku, moc ma? Dziękuję :) Cieszę się, że obejrzałaś bez niesmaku, a oglądanie z pełnym żołądkiem faktycznie zalecane, mnie się nadal rosołopodobnych zupek zachciewa, jak tylko przypomnę sobie ten film :)

Publikowanie komentarza