czwartek, 4 listopada 2010

"Oprócz marzeń warto mieć papierosy", Juliusz Strachota.

Tytuł mnie poderwał - wzięłam i pożyczyłam. No oczywiście, "oprócz marzeń warto mieć papierosy", cóż mogło poderwać mnie bardziej? Pożyczyłam, nawet mimo lekkich obaw ściskających mnie za szyjkę, obaw odnośnie słów "nowa proza polska" w prawym, górnym rogu. Ale pomyślałam, że podobno kto nie próbuje, ten nie żyje (czy jakoś tak, pomyślałam...).

I teraz siedzę, cmokam sobie policzkiem i bębnię palcami w moją biedną, tak już zabębnioną klawiaturę - cóż bowiem innego mi pozostało, skoro najwyraźniej mam umysł zbyt jałowy, żeby "nowa proza polska" zasiała w nim ziarno nowego kaganka polskiej literatury?

Pecha mam lekkiego do polskich książek "nowej prozy" - że tak je wrzucę do jednego worka - tych mądrych (chociaż w teorii), nowatorskich, ambitnych i w ogóle "nowoprozowych"...
Ciągle nie trafiam na te porażająco dobre, które mogłyby skraść mi cenny czas i zachwyt. Nie trafiam również na złe, które skutecznie przekonałyby mnie, że "nowa proza polska" w jakiejkolwiek odmianie jest zdecydowanie nie dla mnie i ja nie dla niej.
Bowiem z krótkimi opowiadaniami - w sumie bardziej z krótkimi formami kolejnych to monologów "miłego" pana z Saskiej Kępy - pana Strachoty zapoznałam się bez wstrętu, natomiast chyba niewiele z nich pojęłam. Znaczy, każde zdanie z osoba jak najbardziej, ale może ogólna głębia mi umknęła?

Nic to, nie każdy musi być mocno rozumny, wiem, ale jednak krótkie podsumowania naszej pięknej rzeczywistości wyszyły autorowi według mnie na jedno kopyto i uparcie negatywne. I to jak ukradkiem negatywne! Pisane, jakby autor puszczał oczko do czytelnika, przerysowując niektóre poglądy, dodając sytuacje nastrojem godne "Opowieści niesamowitych" E.A. Poe, wplatając różne myki, które niby zmieniały wymowę z krytycznej na pobłażliwą.

Także teraz sobie bębniłam, zanim nie zaczęłam wystukiwania literek niniejszego tekstu. Styl J. Strachoty uważam za godny sympatii, uznaję jego talent do pisania, który w spójności tych krótkich opowiadanek widać. Powiedziałabym również, że ten pan obdarzony jest ciekawym spojrzeniem na świat i umie owo spojrzenie przekazać w sposób pociągający - dlaczego nie może z tych wszystkich zalet zrobić lepszego użytku?
Bo książka "Oprócz marzeń warto mieć papierosy" zostawiła mnie w zawieszeniu między bębnieniem w klawiaturę, a wzruszeniem ramion i puszczeniem krótkiej lektury w niepamięć. Także nie wiem, warto, nie warto?

Może zamiast roztrząsać dalej tę kwestię napiszę Wam, że podczas tworzenia tego tekstu okazało się, że nie umiem napisać poprawnie imienia "Juliusz". Za każdym razem zjadam drugie "u" - najwyraźniej moje palce nie są w stanie odtańczyć tak skomplikowanego układu na klawiaturze. Nawet powoli, trzeci palec mi się blokuje nieładnie - chyba ukłonię się "Mistrzowi Klawiatury" :)

A jeszcze, nadal podczas pisania, przypomniałam sobie, że przecież ta książka swoim tytułem od początku przypominała mi o jednej z radosnych piosenek sprzed kilku lat. Et voila, ostatnio bardzo muzykalna się na blogu zrobiłam, staram się walczyć z tą dziwaczną chęcią wstawiania tu muzyki, ale obawiam się, że wolę mam w tym względzie słabą.

Nick Drake, Been Smoking Too Long.


I znowu jest ciemna noc. I chyba pada. I nigdy się nie nauczę długo w nocy spać.

7 komentarze:

Zosik pisze...

Ja zupełnie nie w temacie, co mam nadzieję mi wybaczysz, ale po prostu muszę się z Tobą podzielić tą wiadomością: Gaja pisze nową powieść :) Już połowę popełniła, a tutaj ciekawy wywiad z nią: http://www.miastokobiet.pl/?id=267

tamaryszek pisze...

Podobno. Nie ma książki tak złej, by nie można się było z niej czegoś nauczyć.
Na pewno. Nie ma książki tak lekutkiej, by nie warto było przeczytać o niej tanecznego posta. Taneczny, bo wybębniony.

Jaki lepszy użytek mógłby zrobić pan Strachota ze swych talentów? Ja proponuję bloga założyć. I dać nam znak, by była okazja rosnąć w dumę z powodu dobrego doradztwa.

Myślę jeszcze..., czy "Mistrz Klawiatury" to aluzja rozszyfrowywalna, czy przypisek do prywaty?

Co do informacji Zosika - jestem zupełnie nie w temacie - wywiad przeczytałam. Namierzam to nazwisko: Gaja Grzegorzewska. I dochodzę do wniosku, że najlepiej dla człowieka, gdy ma mało absorbującą czasowo pracę i tysiąc pomysłów na siebie.

Pozdrawiam
ren

liritio pisze...

Zosik, wybaczam oczywiście, poza tym się wzruszam, że musiałaś się podzielić :) ale to naprawdę cudowna sprawa!
Natomiast wywiad jest równie zabawny, co jej książki, również dobry i zły jednocześnie :)

Ren, zdradzę Ci, że odpisując na Twoje komentarze również bębnię w klawiaturę :) w momentach zawahań.

Z książki najgłupszej można czerpać piękny przykład, jak nie pisać książki, ale z dzieła Juliusza Strachoty... Hmmm, no racja, chociażby post wybębniony powstał.
Ale masz świetny pomysł, jego bloga przecież bym czytała! Nich więc da Ci znak, coby ta duma zadziałała, i pisze bloga, którego ja poczytam.

A "Mistrz Klawiatury" to prywata całkowita, program, który pomógłby mi przełamać trudności z pisaniem słowa "Juliusz" w szybkim tempie.

A co do Grzegorzewskiej, jestem ciekawa, czy rzucałabyś jej książkami za okno, czy uśmiechała się równie szeroko co ja, połykając całość w jedno popołudnie.
Natomiast mało absorbująca praca i pomysł na siebie to faktycznie, marzenie (w moim przypadku) niedoścignione.

Barbara Silver pisze...

Ja również nie trawię tzw nowatorskiej prozy polskiej (np: pożal się boże Masłowskiej), która z gruntu wieje pesymizmem, jaskrawością, płaskością porównań i jakichś wyświechtanych stereotypów. Sama nie wiem, ale moim skromnym zdaniem, jeszcze przyjdzie czas na malkontenctwo, jeszcze będzie czas na posępność, szokowanie, etc. Tej konkretnie książki nie znam. Nazwisko też mi nic nie mówi. Ale może kiedyś to zmienię ;)

Pozdrawiam serdecznie :)

Amicus pisze...

Tak a propos palenia:

http://wizjalokalna.wordpress.com/2010/03/11/dwa-swiaty-obok/#comment-787


:)

liritio pisze...

Barbaro Silver, po pierwsze, czy może lubisz zdrobnienie "Basia"? Jakoś ciężko mi odpisywać per "Barbaro".
Książek Masłowskiej tak naprawdę nie znam, ale jestem w stanie uwierzyć na słowo, że nie muszę znać. Co do polskiej prozy w ogóle - właśnie nie rozumiem dlaczego nowatorstwo ma być równoznaczne przybliżaniu otaczającej nas beznadziei. Po pierwsze to nieprawda, a po drugie, to przygnębia.
Ale ciągle twierdzę, że jeszcze po prostu nie trafiłam na perłę wśród... eee, wśród nie-pereł polskiej prozy nowej. A jak już trafię, na pewno wszystko się odmieni :)
Pozdrawiam.

Amicusie, ustosunkowałam się :) i zaskoczyłeś mnie kolejnym swoim talentem, wiele ich rozwinąłeś, należy podziwiać.

Jacob Strachotta pisze...

This is a really good read for me. Must agree that you are one of the coolest blogger I ever saw. Thanks for posting this useful information.

Prześlij komentarz