środa, 12 stycznia 2011

"La Soledad".

Dzień dobry, mokry, pochmurny... Jestem na nogach od szóstej, czego szczerze nienawidzę, i właśnie odreagowywałam przy kawie i papierosowych pogawędkach ze znajomym, kiedy doszliśmy do tematu pianina. Moje na przykład, jest aktualnie odrobinę rozstrojone, kolejna sprawa na liście "do zrobienia"...

Chociaż niespecjalnie przepadam za graniem muzyki Chopina, "Andante Spianato" męczyłam tyle lat, że właściwie powinno na klawiaturze wygrywać się już samo z siebie, powietrzem.

Pink Martini jest zespołem wartym uwagi, a ich "La Soledad" to przepiękna muzyka. Delikatny, rozmarzony początek i gęsta, aksamitna wiolonczela.
Ciekawa jestem, czy Fryderykowi by się spodobała taka rozwiązła aranżacja jego wstępu do Wielkiego Poloneza Es-dur.
Czy siedziałby czasem tak jak ja, ponuro patrząc w siąpiący deszczyk, popijając zimną już kawę, przypadkiem sypiąc popiołem z papierosa na stos papierów i ukradkiem pokasłując w rękaw?
Albo cichutko podśpiewując "viniste a mi, como poesia en la cancion...", myśląc, że chociaż instrumenty smyczkowe to nie jego bajka, śpiewne jęki strun potrafią ukoić niepokój, potrafią przywołać wspomnienie wiosny.

Jak to przyjemnie z Chopina uczynić kogoś takiego jak ja czy Wy.

12 komentarze:

jjon pisze...

Myślę, że Fryderykowi zaparłoby dech w piersiach i zasłuchałby się głęboko ... Pink Martini jest super :-)

Logos Amicus pisze...

Mnie się podoba bardzo!
A myślę także, że i Fryderykowi by się spodobało.
I przynajmniej w tym Frycek byłby taki sam jak ja i Ty :)

A swoją drogą, w czasie gdy tak delektowałem się Różowym Martini, przyszła mi do głowy pewna myśl, a właściwie pytanie: czy kiedykolwiek uległaś (choćby tylko przejściowej) miłości do Vaya con Dios?
Bo ja się przyznaję do tego, że tak.
Szczerze pisząc, to nadal się w ich muzyce podkochuję ;)

liritio pisze...

jjon, owszem, jest super :)

Logosie, odżyłeś!! :))
Frycek musiał być taki jak ja i Ty :) innej opcji nie ma!

A Vaya con Dios... Ha, wspomnienia :) mam ich płytę - wszystko przez mojego ojca, który uwielbiał ten zespół i wcale się tego nie wstydził (możemy brać z niego przykład ;), lata całe słuchałam tych piosenek. Zaciągane "What's a woman when a man..." będzie mi całe życie w uszach stało. Razem z podśpiewywanym "ney, nah nah nah nah..." :)

Chociaż tak naprawdę smooth jazz, blues, to są moje najukochańsze upodobania, a Vaya Con Dios pasuje do tego jak pięść do nosa, sentyment pozostaje :)

Logos Amicus pisze...

A to dla mnie ciekawostka, że można się wstydzić zamiłowania do Vaya Con Dios :)
No i te sztemp... bo oto padła (być może niechcący) sugestia, że mogę mieć coś wspólnego (zbliżonego) z twoim Tatusiem, np. ... hm... wiek ;)
(Przyznaję się do XX-go;))

Nie sądzę, że Vaya Con Dios pasuje do smmooth jazzu i bluesa "jak pięść do nosa". Z
właszcza do bluesa.
No co Ty, liritio!
Ten jazzowo-bluesowy zaśpiew Doni Klein!

Weźmy np. to:

http://www.youtube.com/watch?v=r4jg-SbJFVg&feature=related

Ale... niech tam. Jak go zwał, tak zwał! Vaya Con Dios swings!

Logos Amicus pisze...

Albo to:

http://www.youtube.com/watch?v=tgUyDhwDFdU&feature=related

:)

liritio pisze...

Logosie, drugi link się nie otwiera w moim kraju :)) uwielbiam ten tekst.
Ale zwracam honor bluesowej Doni Klein, usłyszałam to: http://www.youtube.com/watch?v=tgUyDhwDFdU&feature=related i się zakochałam :) jednak jedyna posiadana przeze mnie płyta Vaya Con Dios ma inne brzmienie.
A wstydzić się można naprawdę wszystkiego, z różnistych powodów :)

I jakiekolwiek sugestie wspólnoty z moim ojcem nie padały, nadinterpretacja to zło tego świata :)
Aczkolwiek wspólne z nim nie tylko możesz, ale i masz upodobanie do głosu pani Klein, przed gustem muzycznym nie uciekniesz :)

Logos Amicus pisze...

Bo to był bardziej żart niż nadinterpretacja :)

Nie wiem czy zauważyłaś, ale ten link, który Ci wysłałem, (a który nie chciał Ci się otworzyć) jest identyczny z tym, który następnie Ty podajesz, pisząc, że się w nim zakochałaś :)

Mój:
http://www.youtube.com/watch?v=tgUyDhwDFdU&feature=related

Twój:
http://www.youtube.com/watch?v=tgUyDhwDFdU&feature=related

:)

PS. A uciekać już nigdzie teraz nie zamierzam, zwłaszcza przed "muzycznym gustem" :)

liritio pisze...

a tam, ja mało domyślna jestem, ukrytych żartów nie wyłapuję :)
z linkiem się pomyliłam, chciałam skopiować ten:
http://www.youtube.com/watch?v=Lu7yYWVPvV8&feature=related

bardzo dobrze, że nigdzie na razie nie znikasz i nie uciekasz :) chociaż słyszałam, że muzyczne gusty bywają groźne ;)

Logos Amicus pisze...

To może to Ci się otworzy?:

http://www.youtube.com/watch?v=EM5_vyLHWBs&feature=related

groźne dla kogo?
i dlaczego?

liritio pisze...

aha, otworzyło się! mały sukces :) tę piosenkę bardzo lubię

a to był również raczej żart, co do uciekania przed gustami, które są groźne... tak, no właśnie :)

Chociaż biorąc to poważnie, moja sąsiadka i jej piętnaście powtórzeń "I Will Always Love You" na zmianę z "All By Myself" i jeszcze jakimś podobnym cudem, w popołudnie 31.12, tak, to było zdecydowanie groźne dla zdrowia psychicznego.

Logos Amicus pisze...

Jej czy Twojego? ;)

liritio pisze...

Jej tym bardziej :)

Prześlij komentarz