czwartek, 28 kwietnia 2011

"Żar", Sandor Marai.

Monolog starego wojskowego, dialog z przyjacielem, który przestał być przyjacielem 41 lat i 43 dni temu... A może ostatnia spowiedź?
Marai w "Żarze" napisał bardzo wiele bardzo zwięźle - mimo że to krótka książka, kilka razy musiałam przerywać, nagromadzenie treści w jednym akapicie rzucało się na mnie i przestawałam rozumieć, co czytam.
Ale powoli dotarłam do końca rozmowy, którą tak naprawdę jest "Żar", jest długą wypowiedzią starego generała, miejscami przetykaną krótkimi odpowiedziami starego (nie)przyjaciela. Dotarłam więc do końca historii starej jak świat, o dwóch panach i jednej pani, o ucieczce w tropiki, o straconych na wyczekiwaniu latach, o starości, zemście, zdradzie, miłości i wzajemnym niezrozumieniu, które między ludźmi jest równie powszechne, co źle dobrane koszule i poranne kawy.

"Żar" jest książką pełną bardzo ładnych, trafnych przemyśleń, które zdają się zgrabnie podsumowywać strukturę świata. Fragmenty dotyczące starości, fragmenty dotyczące przekleństw namiętności, fragmenty będące wyłącznie podsumowaniem małżeństwa rodziców głównego bohatera. Wszystkie te zdania miały sens i siłę, które do mnie przemawiały.
Również tytułowy żar, ostatni ślad uczuć, które czas zamienił w proch i pył.

Trochę nie nadaję się do pisania o takiej opowieści, jak "Żar", moje zwyczajowe okrągłe zdanka z dowcipem, zwykle lekkie jak piórka, nie pasują do krótkiej historii człowieka, który ponad 40 lat czekał na innego człowieka, tylko po to, żeby zadać mu dwa pytania. Jakaś obłędna prostota jest w tym czekaniu zawarta, jakieś przytłaczające uczepienie się życia tylko dla tej jednej prawdy, której się nie zna. A czy prawda ma aż takie znaczenie po latach? Czy wspomnienia mogą być źródłem prawdy? Czy jednak odpowiedź na dwa pytania była niezbędna generałowi, który wrósł w ściany swojego domu i czekał.

Pasuje mi styl autora, jego zwięzłość, jakby oschłość, absolutna trafność w doborze słów, pewne wyrafinowanie w pisaniu na tematy codziennie. A "Żar" wydaje się dobrym początkiem znajomości z jego fabularnymi dziełami. Sandor Marai może nie zafascynował mnie tak, jak swego czasu zdarzyło się z kilkoma innymi pisarzami, nie obudził rumieńców i palącej potrzeby wchłonięcia wszystkie co napisał, teraz, zaraz, natychmiast.
Ale zainteresował wystarczająco, żeby "Żarem" się nie skończyło.

6 komentarze:

pani Katarzyna pisze...

Sándor Márai to genialny pisarz, jak na razie nie przeczytałam jeszcze wszystkiego, co napisał, ale mam to w planach. Szkoda tylko, że Czytelnik serwuje tego węgierskiego pisarza tak drogo... Polecam na następny raz zbiór opowiadań "Magia" :)

papierowa latarnia pisze...

Brzmi bardzo interesujaco, mialam ostatnio te ksiazke w rekach w bibliotece, oczywiscie nie wzielam.
Teraz jak tam wroce, juz jej pewnie nie bedzie :( Ale napewno przeczytam!

tamaryszek pisze...

Marai`ego powinnam, już wiem, poznać. To prawdopodobne, że "Żar" jest dobrym początkiem (i "Magia" też). Przejrzałam w księgarniach wysyłkowych - dużo tego autora w dystrybucji.

Powiem co mnie w Twojej notce przekonało do "Żaru" szczególnie.
Element kobiecy w gęstej tkaninie męskich relacji.
Pewnie historia i tak przeplata swoje wątki w głównej osnowie. Ale gdyby to był rozrachunek z czymś mniej cielesnym, to jednak nie byłoby aż tak wabiące.

Styl zachwalasz przekonująco. Wierzę, bo były cytaty z "Księgi...".

I te dwa pytania, na które nie wiadomo, czy warto było czekać..., czy warto było je w sobie nosić. Mam nadzieję, że jednak zrozumienie ubogaca. Nawet jeśli początkowo ogołaca.
Otóż to! węszę, że może być paradoksalnie. A to w moim wartościomierzu sprawia, że wskazówka wskazuje górne rejony.

Logos Amicus pisze...

Widzę, że "obstajesz" przy Maraim :)
I dobrze. To niejako mobilizuje mnie do sięgnięcia po jego beletrystykę.
Jest jeszcze jeden powód: przy lekturze "Dziennika" nie jeden raz zastanaiwałem się, jaki też ten Marai może być przy konfabulacji ;) - skoro jego podejście do świata jest tak rzeczowe i "as a matter of fact"?
Jedno jest pewne; styl Maraiego (w "Dziennikach") wydał mi się dokładnie taki, jak ujęłaś to Ty: "zwięzły, jakby oschły, absolutnie trafny w doborze słów", (wykazyjący) pewne wyrafinowanie w pisaniu na tematy codziennie" (dodałbym jeszcze: pewna dystynkcja) - z tym, że Ty wywodzisz ten sąd z lektury beletrystyki, z czego wynika, że Marai podchodzi podobnie zarówno do wymyślanej przez siebie fabuły, jak i do opisywanych faktów rzeczywistych.

Intryguje mnie ten Marai.
Zachowywać taką powściągliwość, spokój(pozorny?), rzeczowość, związłość i (znowu pozorną?) oschłość... i przekazywać przy tym tak wielkie, mocne i głębokie emocje!?

Pozdrawiam

liritio pisze...

Pani Katarzyno, na cenach się nie znam, z usług licznych bibliotek korzystam i nadal mam tyyyyle książek do przeczytania :)
Zbiór opowiadań "Magia", zanotowane... Nie wykluczam, że następnym razem padnie właśnie na to.

Papierowa..., jak będzie, przeczytasz, albo jeszcze kiedy indziej, Marai poczeka :) a ja się cieszę Twoim zainteresowaniem jego książkami, warto.

liritio pisze...

Tamaryszku, Marai dużo natworzył, w sumie zastanawiałam się nawet ostatnio, co naprawdę warto przeczytać, a co trochę mniej. Trudności w selekcji dostarcza dość skromna znajomość tego pisarza w aktualnym świecie, wirtualnym czy nie.

Zrozumienie czy ubogaca sprawdzisz sama, ale paradoksalnie nie jest... Jest, hm, jakoś inaczej :)
Pierwiastka kobiecego niestety mało, tzn. jest, ale w stronie biernej. Tak czy inaczej Marai mógłby trafić Ci do przekonania, tak sądzę :)


Logosie, twardo się uczepiłam, tylko nadal odmiana jego nazwiska mi bardzo przeszkadza, co się zawsze nagimnastykuję, żeby tego nazwiska odmiany unikać :)
Przyznam się, że początkowo, nawet po "Księdze ziół", nie wierzyłam, że jego książki będę chętnie czytała, nastawiałam się bardziej na kilka krótkich zachwytów nad stylem i tyle. Świat mnie jak zwykle zaskoczył :)
Jedyne, co mi jednak w jego prozie przeszkadza, to iście czarujące podejście do płci przeciwnej jako jednak gorszego gatunku. Zauważyłam to w "Księdze ziół", w "Żarze" również... Zobaczymy, co dalej.

Moje wnioski mogą być błędne, ale z "Księgi ziół" wyraźnie wynikało, że Marai traktuje siebie jako twórcę pewnej rangi, a takowym zaleca odcinanie się od otoczenia w celu poznania prawdy, doznania pewnego "oświecenia" (tak w skrócie), może stąd też jego spokój, oschłość, wcale nie pozorne?
Słów używać potrafi idealnie.

Prześlij komentarz