sobota, 30 kwietnia 2011

Zacytuję: cudnie.

Cytat z szefa, który najwyraźniej (do czego doszła po pewnym czasie) używa słowa "cudnie" niezależnie od tego czy chce wyrazić swój zachwyt czy szpetnie zakląć, zawsze słychać tylko "cudnie".
I są takie dni, jak dzisiejszy, kiedy strach się bać, a z zaciśniętych zębów wydobywa się właśnie owo cudnie...

Dzisiaj rozbiłam jajko kotu na głowę (niespecjalnie oczywista), obie dostałyśmy zawału, ona trochę mniejszego.
Zalałam gripexem pół kuchni, starając się zamieszać płyn w kubeczku tak, żeby proszek z dna lepiej się rozpuścił.
Zepsułam kilka par rajstop i wsadziłam sobie zalotkę do rzęs w oko. Bolało.
Prawie wywaliłam całe pranie za balkon, potykając się na progu.
Strzeliłam sobie pastą do zębów w oko.
Schowałam chleb do lodówki, a potem szukałam go wytrwale wszędzie indziej.
Zgasiłam papierosa na tyle sprytnie, że cały gorący popiół spadł mi na rękę.
I zgubiłam gdzieś trzy awokado.
Już nie wspomnę jak wyglądała próba wypastowania butów takim cudem, z którego samo leci kiedy się mocniej przyciśnie.
Teraz siedzę i boję się ruszyć, a muszę iść do pracy. Ciekawe czy po drodze zabiję siebie albo kogokolwiek innego.

Ale za to pogoda jest przepiękna, w takie dni aż smutno nie zrobić czegoś głupiego (to ja dzisiaj zaorałam już na kilka miesięcy takiej pogody), odzyskałam humor ostatnimi czasy i niedługo lato.

Down in Mexico
, The Coasters.



Znane Wam może z "Death Proof"
Uwielbiam muzykę z filmów Tarantino, chyba znacznie bardziej, niż same filmy.

Takie posty, jak powyższy, sponsorowane są przez wenę na paplanie, wybaczcie wenie, że nie poradzi :)
Ale niedługo powrócę z czymś sensowniejszym.

15 komentarze:

mary pisze...

hahahahha ale się usmiałam:D
taki zbitek dziwnych przypadkow to cos cudnego ;P

Amicus pisze...

Co też to nie wyprawia się w tym Mexico ;)

I w Warszawie... :)

liritio pisze...

Mary, jak to spisywałam też już byłam rozbawiona, ale w ciągu dnia, wrr, myślałam, że się ze złości przekręcę. Ale co tam, grunt to gracja :)

Amicusie, bardzo lubię tę piosenkę, wygodnie jest się do niej kiwać i kręcić, co często uskuteczniam :) I się dzieje...

Logos Amicus pisze...

"I kręcić" - zwłaszcza to działa na wyobraźnię ;)

I się dzieje :)

Amicus pisze...

Właściwie to nie wiem, czy oglądamy to samo video:

http://www.youtube.com/watch?v=VETQAMfkf-M

(gdyż Twoje mi się u mnie nie otwiera)

PS. "wygodnie jest się do niej kiwać i kręcić, co często uskuteczniam :) "
Ale jeszcze wygodniej jest chyba Kurtowi, nie uważasz? (bo przecież najważniejsze to obopólne poczucie... wygody ;)
Ale, ale... nie chcę się zbyt daleko posuwać - bez Twojego przyzwolenia :)

Logos Amicus pisze...

Przepraszam za te bzdurki, które tu czasem u Ciebie wypisuję.
Powinienem się trzymać zasady: z daleka od klawiatury po dwóch lampkach wina!
A co dopiero po trzech?! ;)

PS. A tu szumi mi jeszcze w głowie Tybet :)
Mikstura - z Mexico - iście piorunująca!

liritio pisze...

Amicusie, filmy oglądamy inne, ale z tą samą muzyczką, mój był bardzo statycznym plakatem filmu... Hm, niewątpliwie Twój jest bardziej interesujący :) ta scena też mi się podoba, nie tylko piosenka, chociaż nie do końca takie kręcenie się własne miałam na myśli :)

A Kutrowi na pewno jest wygodniej, niż jej... "obopólne poczucie wygody" mnie urzekło :) faktycznie, jest to pewna podstawa.

Bzdurkami się nie przejmuj, lampkami wina również, mnie to nie przeszkadza. Mam tylko nadzieję, że szum w głowie nie przekształcił się w znacznie mniej przyjemny uścisk stalowej obręczy, który tak źle wpływa na odbieranie świata.

Logos Amicus pisze...

To prawda, w Lhasie był moment, kiedy szum w głowie zaczął przypominać ucisk stalowej obręczy, ale to zaraz przeszło i obyło się bez choroby wysokościowej, na szczęście.

Ten szum, który odczuwam teraz, po powrocie jest już jednak innego rodzaju - i on mi się nawet podoba, bo bliżej mu do lekkiego oszołomienia niezwykłością miejsc, które widziałem, a o których pamięć została mi w głowie ;)

PS. A tym, że nie oglądaliśmy tego samego filmu i nie to samo "kręcenie" mieliśmy na myśli - to jestem rozczarowany :)

liritio pisze...

Obieżyświat, nikt inny, Hawaje - Tybet, spore odległości... W Australii również byłeś? Zdjęcia, wrażenia, tekst! I już mam na co czekać :)

A za rozczarowanie przepraszam i obiecuję poprawę, następnym razem może uda nam się obejrzeć ten sam film :)

Logos Amicus pisze...

"...nikt inny"

Naprawdę tak myślisz? ;)

"może uda nam się obejrzeć ten sam film"

To jeszcze nie byłoby takie trudne.
Wiekszym osiągnięciem byłyby to, gdyby ten film nam się w tym samym momencie urwał :)
Nie sądzisz?

liritio pisze...

"gdyby ten film nam się w tym samym momencie urwał :)" tu mam problem z interpretacją :) urwanie filmu w tym samym miejscu w sensie dosłownym byłoby niezaprzeczalnie sporym zbiegiem okoliczności i złośliwości rzeczy martwej...
natomiast metaforyczne urwanie filmu w tym samym momencie w wyniku nadużycia alkoholu byłoby skomplikowanym zadaniem logistycznym chociażby, ze względu na pewną rozbieżność stref czasowych :)
ach, jak ja wszystko muszę zawsze dokładnie przeanalizować, rozmawiać się ze mną nie da :)

Logos Amicus pisze...

"rozmawiać się ze mną nie da :)"

pozwolę sobie z tym się nie zgodzić

liritio pisze...

No i wyszło, że kokietuję, niedobrze, nie miało tak wychodzić.

Logos Amicus pisze...

Wcale - wg mnie - tak nie wyszło.

A jeśli nawet, to... czyż kobiecie nie jest (często) do twarzy z kokieterią? ;)

liritio pisze...

Może i do twarzy, ale w blogowym świecie ciężko o te twarze :)
wygłupiam się oczywiście, wszystko przez to, że we wtorek padał śnieg...

Prześlij komentarz