czwartek, 7 marca 2013

Wróżka Zębuszka mnie olała, ale to już sami wiecie, i nie żebym się zdziwiła...

Liritio wszędzie się spóźnia, do pracy również. Cud, że jeszcze ma pracę... Z Oscarami w tym roku też się spóźniłam, ale tradycja musi zostać zachowana - szczególnie będąc jedyną tradycją niniejszego bloga...

Wiem, że czas minął, Oscary przebrzmiały, słynna już piosenka Setha MacFarlane'a również (mnie wydawała się całkiem zabawna). Stąd też jedynie garść uwag najostatniejszch od Liritio i będę mogła, jak co rok, wstawić piosenkę Bacharacha.


Tutaj prosiłam Wróżkę Zębuszkę o cud, który nie nastąpił. Joaquin Phoenix sam wiedział, że nie wygra, wszyscy wiedzieli, ale i tak na Wrózki Zębuszki i inne gwiazdki spadające strzelam focha z przytupem.
Daniel Day - Lewis nie przeszkadza mi w żaden sposób, jest genialny, ma klasę, wygłasza dobre podziękowania i jeśli ktokolwiek ma być pierwszym w historii zdobywcą trzech Oscarów za pierwszoplanową rolę męską, niech będzie to właśnie on, dlaczego nie. Ale mógł sobie dobić do tej trójcy w kolejnym roku. Phoenix miał straszną brodę i nie powiedziałby mowy nawet w połowie tak czarującej, nic mnie to nie obchodzi.
A że tegoroczne Oscary wydały mi się obłędnie nudne - chociaż dzielnie obejrzałam szarpaną reklamami całość (w tym roku przerywali jakoś częściej a krócej, potwornie irytujące) - nawet wywracająca się na schodach Lawrence nie wzbudziła mojej radości. Ale kiedy ona dostawała Oscara, ja walczyłam już z wszechogarniającym mnie tumiwisizmem, więc dodam, że Lawrence jest rzeczywiście urocza, jednak zupełnie mi obojętna. Riva powinna była wygrać i nie ma nie.
Dalej będzie w punktach.

Skrzywiłam się na:

A. Film (niby)wychwalający Bonda - ani to ciekawe, ani ładne, ani sensowne, nie mam pojęcia któż to podsumowanie na pięćdziesięciolecie tworzył, poległ.
B. Wyganianie technicznych muzyką ze "Szczęk", kiedy chcieli podziękować sąsiadce, kozie z naprzeciwka i czwartej chmurce z lewej.
Okropne. Chciałabym zobaczyć, jak Spielberga wykurzają muzyką z jego własnego filmu. Wiem, że długość i tralalala, ale kilka minut więcej nikogo by nie zabiło, Anne Hathaway dziękowała całemu światu i wszyscy przeżyli. A potem mówią, że to MacFarlane był nie na miejscu, pfff...
C. Fatalne nagłośnienie Adele.
D. Przegraną moich jedynych faworytów, Phoenixa i Desplata.
Wróżko Zębuszko, niech ja cię dopadnę...
E. "Papermana", nazwijcie mnie nieczułą, to było nudne i wtórne.
F. Drugiego Oscara dla Christopha Waltza .
Serio? Gary Oldman nie ma żadnego, ale co tam...
G. Wygraną "Nędzników" za charakteryzację.
H. Jennifer Hudson.

Uśmiechnęło mnie:

A. Haneke na scenie. Taki inny. Surowy, europejski, nieprzejęty, coś pięknego.
B. Przegrana Spielberga (i wygrana Anga Lee), przegrana Chastain, przegrana "Lincolna".
Tak, cieszę się najwyraźniej cudzym nieszczęściem, ale Chastain mnie drażni, Spielberg chyba też, a ze wszystkich filmów wychwalających USA, "Argo" było najlepsze.
C. "Before My Time" z "Chasing Ice".
Nie przesłuchałam piosenek nominowanych, "Skyfall" mnie zadowala, ale "Before My Time" okazało się zaskakująco piękne. Niekoniecznie oscarowe, ale piękne.
D. George Clooney, najwdzięczniejszy ze Złotych Chłopców współczesnego Hollywood.
E. Catherine Zeta - Jones. Ale ona zawsze mnie cieszy.
F. "Searching for Sugar Man".
Wybrałam się do kina w tamtym tygodniu i padłam z zachwytu. Wstanę, zbiorę myśli, napiszę.
G. Wygrana "Argo" = wygrana Afflecka. I "Argo"!
Sam Affleck mówiąc do tłumu wychodzi na znacznie mądrzejszego twórcę, niż by się wydawało z jego aktorskich popisów. Ale każdym swoim filmem wychodzi na znacznie mądrzejszego. Jemu gratulujemy, ileś lat temu nikt się takiego zwrotu akcji nie spodziewał.

A przy okazji Bacharacha, w zeszłym roku zmarł Hal David, który razem z Bacharachem napisał wiele tekstów do wielu piosenek, które na pewno znacie. "Raindrops Keep Fallin' on My Head" było jedynie oscarowym zwieńczeniem długiej listy hitów.
Z okazji Oscarów zawsze jest Bacharach, dzisiaj we współpracy z Davidem. I pierwsza piosenka, jaką panowie kiedykolwiek napisali.

The Story of My Life, Marty Robbins.

10 komentarze:

Izabela pisze...

Oj zgadzam się :) obejrzałam "Django" już po Oskarach i, seriously? Rola Waltza nie umywała się do tej z "Bękartów" :( A "Raindrops keep falling on my head" chodza dzis za mna od rana!

liritio pisze...

Izabela, szczególnie, że Leonardo DiCaprio został w ogóle pominięty... Wiem, że nagrody i DiCaprio nie chodzą pod rękę, ale jak już olewać to po całości, bez przesady z Waltzem. Nie wiem czy był gorszy niż w "Bękartach...", na pewno bardzo podobny.

suzarro pisze...

Phoenix sam pokazał jak traktuje całą tę nominację (ostentacyjne żucie gumy i 'biczfejs';)). Riva nie wygrała być może dlatego, że są to nagrody amerykańskie (a, nie oszukujmy się, wiadomo na czyją szalę głównie przewijają się takie nagrody).
Na nic tak nie 'psioczyłam' jak na ową fatalną charakteryzację-w sensie Oskara dla "Les Mis". Nie wiedziałam, że łatwiej kogoś przerobić na krasnoluda...
Może to głupie, ale liczyłam na zwycięstwo dla Lee Jonesa-nie widziałam "Django", ale pozytywne opinie przechylają się bardziej w stronę Di Caprio (biedny Di Caprio).
"Butch Cassidy i Sundance Kid"-takich panów dziś ze świecą by szukać;).

liritio pisze...

Suzarro, tak, Phoenix i jego kręcenie głową miało swój urok, ale nie wierzę, żeby nie chciał tej nagrody.
A za charakteryzację też marudziłam na przegraną "Hobbita" - tyle fantastycznych bród i hobbit, i woskowa gęba Lee Pace'a! Ale nie... Jasne, obcięcie włosów Anne Hathaway to iście oscarowy wyczyn, podobnie jak nieudolne postarzanie Jackmana.
Haha, ze świecą, zdecydowanie :) Paul Newman i Robert Redford, słoneczka...

Tommy Lee Jones albo Philip Seymour Hoffman, to były moje dwa typy, z tym że Tommy Lee Jones bardziej. Niestety.

Mariusz pisze...

Tak to już jest, że niektórzy mają kilka Oscarów, inni wcale, Oscary to loteria - to a propos tego, co napisałaś o Waltzu i Oldmanie. Prawdę mówiąc ja też miałem nadzieję, że Phoenix dostanie statuetkę, chociaż "Mistrza" jeszcze nie widziałem (ale uwierzyłem Ci, że był najlepszy :D). Co do kategorii aktorskich to najbardziej jestem zadowolony z nagrody dla Jen Lawrence, bo Riva ma już solidną pozycję w branży i jej Oscar nie jest potrzebny, niczego już nie zmieni w jej karierze. A Jen jest młoda i potrzebuje jakiejś motywacji do dalszej aktywności, więc Oscar może być dla niej szansą na ciekawsze role w prestiżowych filmach. No i lubię ją bardziej niż Chastain.

Burt Bacharach nie był z pewnością rutyniarzem, tylko artystą, rzadko pisał muzykę do filmów, ale zawsze była to muzyka w bardzo dobrym guście. A piosenka, którą załączyłaś do swojego wpisu - bardzo fajna :D

liritio pisze...

Mariusz, wiadomo, mnie można wierzyć :) Day-Lewis jako Lincoln był fantastyczny, to też wiadomo... Ale i tak Phoenix!
Nie spojrzałam wcześniej na wygraną Lawrence z tej strony, coś w tym jest, że w karierze Rivy Oscar nic nie zmieni. Ale to nadal ważna nagroda. Chociaż rzeczywiście, jakby Lawrence dzięki Oscarowi zaczęła się pojawiać w coraz lepszych projektach, mogę się zgodzić, że Oscar dla niej jest najlepszym rozwiązaniem.

A Bacharach jest genialny, on jeszcze żyje, to tak na marginesie :)

suzarro pisze...

Jestem kilka dni po seansie "Nędzników" i muszę powiedzieć, że Hugh Jackamn mi się bardzo podobał w tej roli. Tylko tego "Mistrza" jeszcze nie nadrobiłam-i muszę powiedzieć, że nie umiałabym obdarować statuetką tylko jednego aktora/aktorki.

liritio pisze...

Suzarro, czytałam zachwyty :) "Mistrza" nadrabiaj, chociaż to ciężki kawałek, ekhm, no nie chleba, filmu. Rozedrgany taki. Ale Phoenix pozostanie moim ulubieńcem tegorocznego rozdania. Mimo że ja też uważam, że w "Nędznikach" Jackman i Crowe zrobili świetną robotę. Jakoś Anne mniej mnie porwała, chociaż dramaty były.

suzarro pisze...

Dla mnie jeszcze szokiem jest, że Phoenix nie dostał żadnej nagrody za "Gladiatora". Swego czasu przeczytałam ,że Ridley Scott musiał mocno walczyć o jego angaż do tej roli. Ostra paranoja.

liritio pisze...

A w sumie z czego wynika ta niechęć Hollywood do Phoenixa? Amerykanin, może nastawienie ma takie odrobinę "mam to gdzieś", ale nie on jeden. Jeszcze ta historia z mega utalentowanym (podobno) bratem, który umarł z przedawkowania, właściwie USA powinno go bardziej lubić.

Prześlij komentarz