czwartek, 7 lipca 2011

"Prawdziwy świat", Natsuo Kirino.

Na ile książka drapieżna może być nudna, ta taka jest. Smutna, ponura i odrobinę męcząca. Duszna. Nie ma w niej ani tej akcji, od której nie sposób się oderwać, ani płynności, kiedy przez książkę się frunie, a nie tylko przewraca strony. "Prawdziwy świat" znacznie odbiega więc od poziomu "Ostatecznego wyjścia", które było strzałem w dziesiątkę zeszłej zimy.
Co nie zmienia faktu, że również "Prawdziwy świat" przedstawia przykry obraz japońskiego społeczeństwa, w którym najwyraźniej samotność doskwiera tak samo dorosłym, jak również ich dzieciom. Obce na silne rodzinne więzy, co samo w sobie nie jest jakoś potwornie zadziwiające, bywa i tak. Ale z "Prawdziwego światu" wysuwa się obraz młodych Japończyków, którzy w całej swojej masie są zobojętniali na bliskość w rodzinie, nie sądzę w sumie, żeby była to prawda.

W "Prawdziwym świecie" Kirino skupiła się na przedstawieniu z każdej strony tragicznej sytuacji, w którą wplątała się piątka dzieciaków. I jest to zabieg interesujący o tyle, że całkowicie abstrakcyjne dla mnie zachowania bohaterów znajdują uzasadnienie w ich charakterach, dotychczasowych doświadczeniach (a raczej ich braku).
Z tym że nie do końca potrafiłam się przekonać od tematu, wszystkich bohaterów było mi zwyczajnie szkoda. Nie czułam jednak większego zainteresowania psychiką młodzieży znieczulonej na rzeczywistość do tego stopnia, że kiedy Glista, sąsiad jednej z czwórki dziewcząt zabija swoją matkę i ucieka, panienki wydają się traktować to wydarzenie jako odmianę od szarej rzeczywistości.

"Prawdziwy świat" jest książką podstępną. Z jednej strony grupa nastolatków jest na tyle od tego "prawdziwego świata" oderwana, że nie potrafi dostrzec wagi i nadchodzących konsekwencji swoich decyzji. Z drugiej strony zabicie matki i ucieczka, pomoc Gliście było właśnie jakby przebudzeniem z otępienia towarzyszącego młodym bohaterom każdego dnia. I Glista, i towarzysząca mu jedna z dziewcząt, oboje mam wrażenie uznali swoją szaloną eskapadę za podbój jakiegoś wykreowanego w ich głowach "prawdziwego świata", który okazał się wirtualną pułapką bez wyjścia. A ten prawdziwy świat był tam już od początku, w każdym kolejnym, dusznym i monotonnym dniu japońskiego lata.

4 komentarze:

Logos Amicus pisze...

Literatura a "prawdziwy świat" - wiecznie intrygująca kwestia.
I wydaje się, że nie do rozstrzygnięcia.

jaka ja? pisze...

przeczytałam, ale chyba tylko z ciekawości. lubię mangi i anime, Murakami potrafi cudownie zaczarować rzeczywistość, ale ta książka mnie rozczarowała.
może coś mi umknęło, ale odniosłam wrażenie, że dziewczyny są ze sobą tylko z przyzwyczajenia, a to, co nazywają "przyjaźnią" jest raczej zwykłą znajomością. może inne relacje łączyły je w dzieciństwie, ale jako nastolatki - nie potrafią sobie ufać. szukają dla siebie innych nisz w społeczeństwie, a jednocześnie nie potrafią zrezygnować z przynależności w tej grupce wzajemnej adoracji. mimo, iż łączy je chęć pomocy Gliście - każda robi to na własną rękę, tak jakby chciały urozmaicić sobie nudne wakacje.
książce czegoś brakuje. stanowczo za ogólnie, zbyt sucho mówi się w niej o morderstwie, tak jakby ono wcale nie miało wpływu na postępowanie bohaterów.
nie wiem, kto zaszufladkował tę książkę jako thriller... jedyne, co w niej przeraża to ludzka obojętność.
od kilku dni usiłuję napisać jakąś krótką recenzję tej książki, chętnie z Tobą porozmawiam na jej temat - może być tu, może być u mnie (jak skończę;))
jak widzę - nie wybrałam najlepszej książki na pierwsze spotkanie z autorką, ale znalazłam kilka pozytywnych i (zachęcających do lektury) recenzji "ostatecznego wyjścia", które jakiś czas temu zauważyłam w bibliotece;)

liritio pisze...

Amicusie, to zależy, jak postawi się rozstrzygane pytanie.
Literatura dla mnie jest uzupełnieniem prawdziwego świata, kiedy sprawia, że się nad owym światem zastanawiam.
Albo remedium na prawdziwy świat, kiedy odmóżdżam się kryminałem.
Aczkolwiek w bardziej filozoficznym ujęciu zagadnienia "literatura a prawdziwy świat" zapętliłabym się zapewne okrutnie, faktycznie niczego nie rozstrzygając.

liritio pisze...

Jaka ja, do thrillerów zaliczyłam "Prawdziwy świat" też ja, jednak nastolatek mordujący matkę, pomagające mu dziewczyny, ucieczki, dręczenie psychiczne... Książką obyczajową bym tego nie określiła :)
Ale rozczarowanie jest usprawiedliwione, w "Prawdziwym świecie" brak nasycenia charakterem postaci, brak dłuższego wstępu, dłuższego zakończenia, przy ostatniej stronie czułam, że akcja urwała mi się w połowie i chociaż można owo zakończenie określić poniekąd "otwartym", w ogóle nie umiem sobie wysnuć prawdopodobnej wersji dalszych zachowań bohaterek.

Natomiast "Ostateczne wyjście" to świetna książka, zachwycałam się w zeszłym roku, warto przeczytać, jeżeli cokolwiek Kirino, na pewno właśnie to.

Prześlij komentarz