środa, 27 stycznia 2010

"Ostateczne wyjście", Natsuo Kirino.

Po wielu pozytywnych recenzjach na blogach poczułam się na tyle zachęcona, że przypomniałam sobie w bibliotece o Natsuo Kirno i zabrałam "Ostateczne wyjście" do domu. I co mogę powiedzieć? Cóż, na lekturze tej książki bardzo ucierpi mój egzamin, notatki z którego olałam całkowicie, zamiast nich wklejając się w książkę. Bo przecież musiałam wiedzieć co będzie dalej.
Zaczęło się niewinnie, pierwsze strony nawet mnie znużyły. Tak pierwsze dwie. A potem wpadłam jak Alicja do króliczej nory i za główną bohaterką - Masako, jak za białym królikiem, leciałam przez "Ostateczne wyjście" głucha na świat realny.
Akcja jest dość brutalna. Dobrze, bardzo brutalna i krew leje się małym strumieniem. Ale to nie jest tania, amerykańska rzeźnia, absolutnie. Kirino stworzyła w "Ostatecznym wyjściu" obraz tak perfekcyjny, że znikało moje warszawskie mieszkanie, a zamiast tego znajdowałam się w Tokio, w fabryce zestawów obiadowych, na ciemnym parkingu, kolejno we wszystkich odwiedzanych restauracjach i klubach, i w mieszkaniach bohaterów. Razem z Yayoi udusiłam jej męża, a potem towarzyszyłam kolejnym poczynaniom bohaterek, chociaż włos mi się na głowie jeżył. Nie ukrywam, że mnie ta książka miejscami przerażała, do czego posuwały się główne postaci, tak rzeczywiste, a tak straszne. I z trzeciej strony, tak zrozumiałe.
Przez "Ostateczne wyjście" pędzi się razem z bohaterami, a akcja przypomina trochę jazdę kolejką górską. I chociaż jest to dość długa książka, strony umykały mi w zastraszającym tempie, a trochę błędny wzrok musiał krzyczeć "co dalej, co jeszcze się stanie!?".
W skrócie: jestem pod wrażeniem.
Świetnie napisana, niebezpiecznie wciągająca, boleśnie realna i miejscami trochę przerażająca. Wady? Tylko jedna - zakończenie. Kompletnie nie przypadło mi do gustu. Tak jakby na ostatnie strony zabrakło już siły i wyszło tak sobie. Zakończenie nie ma tej samej mocy, tego nastroju, co cała reszta książki. Ale zakończenia są trudne i podstępne.
Obawiam się tylko teraz, że każda kolejna książka, po którą sięgnę, wyda mi się mdła i bez sensu, a bohaterowie papierowi i nierzeczywiści. Muszę chyba szybko dorwać "Groteskę" tej samej autorki, w końcu zostało mi jeszcze kilka egzaminów, które mogę zaniedbać, wciągnięta w kolejny wir akcji stworzonej przez Natsuo Kirino.
Ale jeżeli "Groteska" okaże się dużo gorsza, zawód będzie bardzo bolesny.

8 komentarze:

zaulek ksiazki pisze...

Zupełnie przez przypadek i ja przeczytałam ją ostatnio, recenzja już wkrótce. Zgadzam sie z Tobą, książka wciąga i czyta się świetnie, chociaż mnie zakończenie nie raziło tak jak Ciebie. Też mam zamiar przeczytać "groteskę":)

germini pisze...

Świetna notka :) "Groteska" wg mnie też jest rewelacyjna, choć inna od "Ostatecznego wyjścia".

aerien pisze...

O tak, tak. Recenzja fantastyczna.
Co książki (równie fantastycznej), to najbardziej szokujące i pociagające jest to, że kibicujemy zbrodniarkom. Że rozumiemy ich motywy i chcemy, by uniknęły kary. Przerażające. Dlatego stwierdzam, że Natsuo Kirino wielką pisarką jest. A "Groteska" czeka już u mnie na półce.

2lewastrona pisze...

słyszałam juz same pochlebne recenzje o tej książce, o Grotesce nieco mniej pochlebne. Niemniej jednak mam obydwie i najpierw sięgnę po Groteskę. Świetna recenzja
Pozdrawiam

2lewastrona pisze...

najpierw po Groteske, żeby to lepsze zostawic na póżniej :D

liritio pisze...

zaułek książki, to porównam wrażenia :)

germini, mam nadzieję, że "Groteska" też jest dobra, a dlaczego inna?

aerien, nie wiem, czy chciałam żeby uniknęły kary, ale ogólnie ich moralna postawa mało mnie zastanawiała - bardziej byłam zdziwiona tym, że przemknęło mi przez głowę, że one zachowują się bardzo zrozumiale

2lewastrona, to nawet dobry pomysł, ja też wolę lepsze zostawiać na później :)

germini pisze...

"Groteska" różni się od "Ostatecznego..." tym, że autorka skupiła się głównie na mrocznych ścieżkach ludzkiego umysłu. Krew się tak nie leje, przez co całość sprawia nieco inne wrażenie, choć atmosfera (duszna, przytłaczająca i przerażająca) jest w sumie podobna. Niby to samo, ale osiągnięte z lekka różnymi sposobami :)

Matylda_ab pisze...

Witaj.Ja również muszę stwierdzić obiektywnie, że "Ostateczne wyjście" jest moim faworytem. "Groteska" jest nieco nużąca, z początku wydaje się chaotyczna, ale ostatecznie okazuje się dobrą książką. Niesie spory ładunek wrażeń, szczególnie pod koniec książki. Myślę, że warto ją przeczytać, bo temat jest bardzo ciekawy.

Prześlij komentarz