poniedziałek, 11 stycznia 2010

Unwitty Bible.

To wszystko przez sesję!
Której co prawda jeszcze nie ma i długo nie będzie (długo jest pojęciem dość względnym, ale dla mnie dwa tygodnie to długo - przynajmniej jeżeli chodzi o nadchodzącą sesję).
Dlatego zamiast czytać wychodzę z domu, żeby zapomnieć o fakcie, że mam się uczyć.
Dlatego nic nie oglądam, bo przecież mam się uczyć.
Dlatego głównie gadam o pierdołach/życiu i śmierci, z kim się nawinie.
Jeszcze muzyki słucham.
I dlatego się podzielę :)

Gogol Bordello, Supertheory of Supereverything:



"I think it may started rumor that the Lord ain't got no humor" to moja ulubiona linijka ostatnio.

Ach, sesja, nastraja mnie do słuchania Gogol Bordello, a Gogol Bordello nastraja mnie wybitnie optymistycznie.
Ich koncert niedawno był w Warszawie, ale oczywiście coś tam miałam i nie mogłam. A szkoda, bo podobno byli cudowni.

I widziałam "500 dni miłości" - trafiłam zapewne na jeden z ostatnich już pokazów, dlaczego taki fajny film tak szybko znika z ekranów? Chociaż chwila, w sumie nie wiem, kiedy była premiera...
Recenzja pewnie kiedyś będzie. Ale chyba pokryje się z innymi, bo mnie się podobało.

I przepraszam za to spamowanie muzyką, mój grafomański zapał do recenzji niedługo na pewno da o sobie znać.

1 komentarze:

Anonimowy pisze...

tak, w sesji zamiast uczyć się jak bóg przykazał, człowiek znajduje mnóstwo ważnych powodów, żeby tego nie robić, i słuchać np. Gogola Bordello, co także właśnie robię

Publikowanie komentarza