Sesja się zaczęła, w związku z tym chowam się przed światem obłożona notatkami z różnorakich tematów. I tak zapakowana czytam, oglądam filmy i staram się cieszyć życiem. A wiedza mam nadzieję spływa na mnie przez sam kontakt fizyczny z zeszytem koło mojego kolana.
Coś starego (technicznie rzecz biorąc, niewiele młodszego ode mnie).
„Pretty Woman”. Wiem, że to dziwne, ale nigdy nie widziałam tego filmu w całości. Zawsze nudził mnie moment, na który trafiałam i żadna siła nie była mnie w stanie przekonać, że „Pretty Woman” da się obejrzeć. A jednak, butelka wina, dawno nie widziana koleżanka i chata wolna (znaczy C. nie było) – wystarczyło!
Wnioski? Przyjemna bajeczka, ale bez szaleństw. Nie jestem wielką przeciwniczką komedii romantycznych, jak długo są chociaż w części tak dobre, jak „Love Actually” albo chociaż tak mnie bawią jak „Miłość i inne nieszczęścia”.

Richard Gere kiedyś był przystojny, a ja dopiero w tym filmie zauważyłam, że jest wysoki.
Julia Roberts kiedyś była bardzo piękna, jednak ładnie chodzić to ona nie potrafi. Ale za jej nogi i włosy rozważyłabym zabicie świnki morskiej. Cudzej.
Hollywood jest fabryką snów, a historia o prostytutce z dobrym sercem jest tak samo głupia za każdym razem. Ale „Pretty Woman” ma swój urok.
Coś nowego (dla mnie).
Ukraina.

Ale brawa dla pani Śniadanko za to, że bardzo zainteresowała mnie Ukrainą jako taką. W przyszłym tygodniu wyruszam po więcej, mając nadzieję na bliższe poznanie tego kraju, który jest przecież o rzut beretem, a tak mało o nim wiem. Uświadomiłam sobie ze zgrozą, że moje wiadomości o Ukrainie są głównie pozostałością historycznej wiedzy, którą kiedyś miałam, do tego odrobina aktualnej polityki i koniec. Ach tak, kiedyś byłam we Lwowie, jeszcze w liceum. Tak nie może być. Filmów żadnych nie widziałam, książką pierwszą był właśnie „Ahatanhel”, historii nie znam, specyfiki kraju nie znam, ogromny sąsiad, a dla mnie wielka niewiadoma. Ale to się zmieni, mam nadzieję.
Coś pożyczonego (z biblioteki).

I coś pasiatego (niebieskich nie było).
Znaczy się Perpetum, z każdym dniem bardziej pasiaty, jedyny nie zmarznięty.

4 komentarze:
Świetny post, ubawiłam się setnie :D
Mnie też twarz zamarza, po prostu czuję - zaczyna się od nosa, potem polik (najpierw jeden) pali mnie żywym ogniem... Absurdalny, irytujący stan.
Kocię piękne (kocham koty).
"Pretty Women" też nie widziałam w całości (jeszcze).
Widzę, że czytasz Kirino..Mam nadzieję, że jesteś zachwycona ;)
A w sesji najlepsze jest to, że mija (wiem z doświadczenia). I dodam jeszcze, że praktykowałam spanie z notatkami pod poduszką. Polecam.
Pozdrawiam :)
Dla dawnego Richarda mogłabym być nawet prostytutką. Chociaż film jest kiczowaty uwielbiam go oglądać, to kanon kobiecego kina. Tak samo jak i tytułowa piosenka. Nie ma pokolenia które tego nie zna....
Jeśli chodzi o "Ukryte wady" to pozytywnie zachęciłaś i wzbudziłaś moją ciekawość, więc w najbliższym czasie postaram się zdobyć tę pozycję.
Pozdrawiam :)
Zarówno w literaturze, jak i w kinie lubię klasykę. Nawet jeśli nie jest to film o potrójnym dnie, coś ciągnie mnie do tych "starych" czasów... Uwielbiam "Pretty Woman" za nieskomplikowane emocje i urok:)
Pozdrawiam
aerien, dziękuję, cieszę się bardzo :) ja również kocham koty, mojego też, mimo że jest gruby :)
Kirinio skończyłam właśnie przed chwilą i rzeczywiście, jestem zachwycona, czego nie omieszkam w najbliższym czasie tutaj uzewnętrznić; a spania z notatkami pod poduszą jeszcze nie praktykowałam, ale skoro twierdzisz, że działa, to spróbować nie zaszkodzi ;)
Miss Jacobs, piosenka "Pretty Woman", nieśmiertelna :) mnie momentami irytował ten film, ale to bardziej ze względu na te wszystkie produkcje, które powstały po "Pretty Woman" widziane przeze mnie wcześniej, od 20 lat takie same.
Inez, coś w tym jest, że klasyka gwarantuje pewien poziom, tylko definicja klasyki jest mocno ruchoma.
Prześlij komentarz