poniedziałek, 24 września 2012

W czekaniu bywam dobra, czyli zwiastuny.

Koniec wakacji to powrót do kinowych premier, które latem raczej omijam (chociaż są wyjątki). Nadal nie widziałam Batmana, nadal nie widziałam Bourne'a bez Bourne'a, w kinie już raczej nie zamierzam. Batmana mi szkoda trochę bardziej, opinie oscylują od "dobre" po "rewelacja!!!!!!!" (wykrzykniki są ważne :).

Problemem polskich premier jest sprawa raczej podstawowa: wielu brak.
Szczególnie brak tych, na które bym czekała, gdybym tylko mogła. Ale dat nie ma, informacje są sprzeczne, Liritio może szlifować cierpliwość w tym biernym oczekiwaniu na filmy, których nasze kina mogą wcale nie ujrzeć.

Tak czy inaczej, zwiastuny się pojawiają i oto czekamy.
Najpierw sławne oczywistości.

"Django Unchained", reżyseria: Quentin Tarantino, premiera: 25.12.2012/Polska: 01.02.2013.
Czyli jeszcze trochę.
Wiecie, można mieć obawy, że znowu Waltz, że partneruje mu Foxx (chociaż to raczej nadzieja na początek pięknej przyjaźni), że zwiastun niespecjalny...
Ale jak pokazało "True Grit", nie zawodzą filmy z piosenkami Johnny'ego Casha w zwiastunie. I Leonardo w roli złego zbója z Dzikiego Zachodu... I Tarantino, którego filmów zawsze mi mało.



"Anna Karenina", reżyseria: Joe Wright, premiera: już była/Polska: 23.11.2012.
Chociaż z Zachodu zachwytów ponadprzeciętnych nie odnotowałam... Ale historia, której nie znoszę - naprawdę, kiedyś o tym wspominałam, kobiety Tołstoja są nieznośne, a Karenina najgorsza. Może ja jestem zbyt pragmatyczna i porywy namiętności mnie nie wzruszają, ale to nie do końca tak, Tołstojowe porywy mnie nie wzruszają.
Ale to wygląda interesująco na tyle, żebym nielubianą historię zobaczyła na ekranie. Joe Wright jest znany z wizualnie pięknych filmów, ale jego "Anna Karenina" zapowiada się wręcz dziwacznie, teatralnie.



I Jude Law w roli odpychającego Karenina, tego jestem najbardziej ciekawa. Rzeczywiście, słoneczny chłopak filmu zamieniony został w kogoś zupełnie do siebie niepodobnego. To chcę zobaczyć.
Reszta obsady też zachęca: Matthew McFadyen, Kelly MacDonald, Olivia Williams... I ta Keira, którą czasem lubię, a czasem nie.
Tylko ten młody człowiek w roli Wrońskiego mnie zastanawia... Ale może coś w tym jest?

"Skyfall", reż. Sam Mendes, premiera: 25/26.10.2012.



Dwa słowa: blond Bardem. Javier Bardem z włosami niczym jajecznica! W teaserze tego nie ma, ale pełen zwiastun jest długi i nudny.
Ben Whishaw (jako Q) też zachęca. I Ralph Fiennes, jego zawsze mogę oglądać.
Ale ja chętnie oglądam każdego Bonda od czasów "Casino Royale" - jestem w drużynie zwolenników Bonda po oszpeceniu kanciastością Craiga. Mnie to odpowiada, chociaż 007 już nie ma czarującego uśmiechu Rogera Moore'a, zyskał jakąś głębię.

Dalej już skromniej.

"The Master", reż. Paul Thomas Anderson, premiera: już była, w Wenecji. O polskiej nic nie wiem.



Joaguin Phoenix. Phillip Seymour Hoffman. Amy Adams. Ten film można chociażby dla nazwisk obsady i reżysera wrzucić do "must see". A Liritio ogląda filmy również tylko dla obsady.
I wielki powrót Phoenixa, który jest jednym z moich ulubionych aktorów, chociaż rzadko gra w moich ulubionych filmach. Ale cieszę się na wzrost formy i nominacje, które na pewno będą. Chyba.

"Killing Them Softly", reż. Andrew Dominik, premiera: już była/Polska: 16.11.2012.



Ray Liotta :)
A Brad Pitt ostatnimi czasy nie gra w złych filmach. "Killing Them Softly" zapowiada się jak dobry film o wdzięcznych twardzielach z szarej strefy, jest na co czekać.
I ponownie casus piosenki Johnny'ego Casha w zwiastunie.

Jeszcze wisienka na torcie.
Czuję, że ten film będzie moim nowym "RED".
"Seven Psychopaths", reż. Martin McDonagh, premiera: 12.10.2012/Polska: 30.11.2012.



Obsada! Historia! Shih Tzu... I Tom Waits z króliczkiem. Proszę, jak na ekranie pojawia się Tom Waits z króliczkiem, to już wszystko jest piękne.

11 komentarze:

Agna pisze...

Na wszystkie czekam, też jestem dobra w czekaniu. Szczególnie, że z oglądaniem u mnie nie najlepiej.

Ostatnio nastąpił wysyp ciekawych filmów, że normalnie nie ogarniam. To dobrze. ;)

Mariusz pisze...

Najbardziej jestem oczywiście ciekaw "Django". Mam nadzieję, że opłaci się to czekanie i otrzymamy naprawdę znakomity film. Ale dla Tarantino należą się brawa już za sam pomysł realizacji spaghetti westernu w obecnych czasach. I za to, że obsadzając DiCaprio zachęcił do oglądania filmu kobiety, które za westernami nigdy nie przepadały :) "Annę Kareninę" też pewnie obejrzę, wprawdzie ominąłem ostatni film z Keirą, tę komedię gdzie zagrała z Carellem, ale akurat w takiej kostiumowej tołstojowskiej roli mi pasuje idealnie i chętnie ją zobaczę w tym filmie, mimo że książki nie czytałem.

Na pewno będę się starał obejrzeć również "Skyfall", bo choć Daniel Craig mi nie pasuje na Bonda, to skoro obejrzałem wszystkie poprzednie filmy serii to i najnowszy chcę zobaczyć. "Killing Them Softly" również wygląda ciekawie, zarówno ze względu na obsadę jak i nazwisko reżysera, którego poprzedni film z Bradem Pittem bardzo mi się podobał.

"The Master" nie wygląda jak dla mnie zbyt zachęcająco. Nie przepadam ani za Phoenixem, ani za Hoffmanem ani za Adams. Widziałem ich w kilku dobrych rolach, ale częściej mnie jednak irytowali :) Poza tym nazwisko reżysera, Paula Thomasa Andersona, także mnie nie zachęca, widziałem jeden jego film, "Aż poleje się krew" - poza świetną rolą Day-Lewisa niczym szczególnym mnie nie zachwycił.

"Red" nie widziałem, ale na "Seven Psychopaths" pewnie się skuszę. Wygląda obiecująco.

Malwina pisze...

Dwa ostatnie filmy, że tak powiem na razie mi "wiszą", ale tych kilka pierwszych jest na mojej liście. Obawiam się jednak że Anna Karenina będzie klapą i to nie ze względu na Jude'a, oraz że nowy Tarantino nie przypadnie mi do gustu. Czas pokaże.

liritio pisze...

Agna, koniec sezonu ogórkowego, koniec premier z Sandlerem :) chociaż w sumie nie mam aż tyle przeciwko niemu, w kilku filmach nawet Sandler był ok.
A z oglądaniem u mnie też cienko, jeszcze rozpoczną się nowe sezony seriali... Włos się na głowie jeży.

liritio pisze...

Mariusz, "Django", oczywiście :)
Czy DiCaprio jest obecnie taką zachętą dla kobiet, tu bym mogła polemizować. Ale na pewno jest interesującym elementem. Rzadko go widzę w roli "czarnego charakteru" i uważam, że to niezły pomysł.
Komedię z Carellem ("Przyjaciel na koniec świata"? Jakoś tak) też ominęłam, jakoś nie jestem w stanie uwierzyć w chemię tej dwójki. Już w zwiastunie ich dynamika mi nie pasowała.

Jeżeli chodzi o Andrew Dominika, "Zabójstwo Jessiego Jamesa..." ciągle jest na moich listach do obejrzenia, ale jeszcze się nie udało. Aczkolwiek pamiętam liczne pochwały, jakie ten film zbierał, a Pitt ostatnio winduje się w moich oczach do pierwszej kategorii. Zawsze go lubiłam, ale teraz jeszcze bardzo chcę go oglądać w większości ról, które wybiera.

"The Master" to dla mnie głównie Phoenix, interesujący aktor, pierwszy raz chyba w Gladiatorze zwróciłam na niego uwagę. Akurat on może denerwować, to na pewno, chociaż mnie nie. I podwójnie się cieszę, bo ostatnio mam wrażenie Phoenixa spisywano raczej na straty, a ja lubię te "powroty" w ładnym stylu. Jak Rourke czy Downey Jr., teraz może Phoenix.
A Seymour Hoffman zawsze gra dobrze, jestem ciekawa jak wyjdzie zestawienie tych dwóch aktorów.
Za Amy Adams również nie przepadam, ale złą aktorką nie jest. A Paul Thomas Anderson to raczej "Magnolia", "Boogie Nights" zrobiło na mnie wrażenie, niekoniecznie "Aż poleje się krew".

A "RED" to piękna rozrywka i o dziwo film z pewną klasą, jestem fanką :)

liritio pisze...

Malwina, "Django" już jest otoczony prawie legendą, jaki to nie ma być fantastyczny, a to często szkodzi filmom.
"Karenina" może być słaba o tyle, że wystąpi przerost formy nad treścią, ale obsadowo mocno się trzyma, akurat o Jude'a Law się nie boję. Tylko Wroński mnie jakoś zgrzyta.

Agna pisze...

A propos Sandlera. Jakiś czas temu w tv było tyle filmów z tym aktorem, że moja mam się mnie spytała "czy on jest jakąś wielką gwiazdą". Mówię jej, że jest, ale poziom dowcipu jest odwrotny w stosunku do jego pozycji.

Liritio, ja mam problem z oglądaniem seriali, wciąż nie mam do nich serca ani zapału. :/

liritio pisze...

Sandler... Jest dokładnie jeden film, w którym go pamiętam i w którym go lubię, czyli "Żona na niby". Chociaż nie jest to humor najwyższych lotów, jakoś mi podpasowało. Albo może miałam humor odpowiedni, kiedy to oglądałam.
I z tego co słyszałam, "Zabić wspomnienia" to niezły film. I "Wedding Singer", ale żadnego nie widziałam.
A Sandler ostatnio parodiuje sam siebie, tak to wygląda.

Co do seriali: tylko gratulować :) Paskudne, wciągające zjadacze czasu, może jesteś serialoodporna? :) Chociaż "Glee" oglądałaś.
Zawsze mogę Ci może polecić "Pushing Daisies" z Lee Pacem, to jest kwintesencja kolorowej i uroczej telewizji. O ile nie widziałaś i kiedyś byś chciała się serialowo przełamywać :)

liritio pisze...

Kurczę, sprawdziłam nawet, oglądałaś "Pushing Daisies"... To już nie wiem, co może być lepsze, niż ten serial :)

tamaryszek pisze...

Słodkie jest to wyczekiwanie...:)
Jeśli obiektem wyczekiwanym mają być aktorzy, to ja na starą gwardię stawiam: Christopher Walken i Philip Seymour Hoffman, Ralph Fiennes, no jakże.

Kobieca autodestrukcja też mnie kręci, Anna K. jest typem mistrzowskim. Dzięki, Liritio za porcję trailerów. Gdybyś miała czas w listopadzie, polecam festiwal filmów amerykańskich we Wrocławiu. Program jeszcze nieujawniony, może będzie Mistrz?
Moje ulubione (poprawiające mój zakatarzony humor) zdanie z Twojego posta brzmi: "Problemem polskich premier jest sprawa raczej podstawowa: wielu brak". :)))

liritio pisze...

Tamaryszku, nie choruj!
Stara gwardia :) jak sprawdzona, to najlepsza. Chociaż Phoenix to też prawie stara gwardia, ale dziwo jakieś jednocześnie. Zły dobry aktor, to chyba jakoś tak z nim jest.

I ta nieszczęsna Anna, tragiczna postać, ale denerwująca jak sto diabłów. Tołstoj to nie moje rzeczywistości, nie moje spojrzenia, rozmijamy się.

Festiwalowo: niedługo w Warszawie zaczyna się festiwal filmowy, ale mnogość tytułów uniemożliwia optymalny wybór. Będzie więc losowy.
Wrocławiem kusisz, ale takie wycieczki to ciężka sprawa, niby się da, a się nie da.

Zakatarzony humor mam nadzieję mija, zostanie tylko taki tamaryszkowy, bezkatarowy :)

Prześlij komentarz