poniedziałek, 14 stycznia 2013

"Trucicielka", Eric - Emmanuel Schmitt

Nie jestem przekonana, a w przypadku autora, który napisał więcej niż jedną bardzo dobrą książkę, takie nieprzekonanie mnie przygnębia. Szczególnie, że nieprzekonana jestem już kolejny raz. "Odette...", o której wspominałam dwa lata temu, była tylko początkiem wyboistej drogi Liritio i Schmitta, "Marzycielka z Ostendy" nie pomogła sprawie, "Ulisses z Bagdadu" był krokiem w dobrą stronę, ale małym krokiem.
Ciężko w przypadku Schmitta napisać, że "Trucicielka" nie ma sensu - sens owszem posiada, nawet głębszy, wspomagana komentarzem autora z ostatnich stron złapałam w końcu wydźwięk każdego z opowiadań i motyw przewodni, który je splata. Ale czym byłaby "Trucicielka" bez tego komentarzowego wspomagania?
Czymś nijakim.

Wszystko jest niby w porządku, cztery opowiadania mają cacy strukturę i fabułę, są w w ten schmittowy sposób nieco przewrotne, ale brak w nich życia. Czyli są po prostu nudne. Znowu nudne. Liritio się smuci i dochodzi do wniosku, że Schmitt jednak lepiej wypada w dłuższej wersji, jego książki też nie są specjalnie emocjonalne, ale opowiadania już w ogóle przypominają oklapłe ryby.

Czyli nie polecam? Ależ skąd, czytajcie sobie, na pewno nie zrobi to Wam krzywdy, Schmitt nawet przynudzając pewien styl i klasę prezentuje. Może "Trucicielka" nie będzie najciekawszym możliwym wypełnieniem czasu, ale jakbyście mieli sięgać po jakieś gorsze "arcydzieła" literatury, to już lepiej nudnego Schmitta przyswoić, on przynajmniej ładnym językiem pisze.

Inną sprawą był ten końcowy komentarz, to było ciekawe. Dla mnie, ale moją (drugą w kolejności) ulubioną książką Schmitta pozostaje "Moje życie z Mozartem", na to weźcie poprawkę. Pierwszą, ukochaną i zaczytaną od początku był i będzie "Pan Ibrahim i kwiaty Koranu" - to zabawne, że pierwsze co autorstwa Schmitta wpadło mi w ręce od razu okazało się dla mnie najlepsze. Oczywiście do tego wniosku doszłam po pewnym czasie, po przeczytaniu wielu jego innych książek. Prawie wszystkich.
Wracając do komentarza, "Trucicielka" jest owinięta ładnym wyjaśnieniem ze świętą Ritą w roli głównej (patronka spraw trudnych, wręcz niemożliwych), ale hm... Nie wiem czy mnie to przekonuje.
Natomiast interesująco się czyta wywody pisarza, który zawsze wydawał mi się nieco przeintelektualizowany (ale akurat mnie to nie razi) o walce ze zwięzłością, istotnością, z rozróżnieniem uproszczenia i prostoty. Komentarz Schmitta jest krótszy i znacznie ciekawszy niż którekolwiek z opowiadań zawartych w "Trucicielce".

Przyznam jednak, że koncepty tych czterech historii, szczególnie pierwszej i czwartej, wydawały się intrygujące. Ale wiecie jak jest, iskry zabrakło i wtedy nie da rady się przejąć i naprawdę zaangażować w lekturę - wtedy kartkujemy, czytamy trzy razy jedną stronę i coraz bardziej myślimy o czym innym.

Jeśli nie czytaliście nic E.E. Schmitta, zacznijcie może od "Pana Ibrahima..." (mimo niebezpieczeństwa, że potem już nic lepszego w prozie Schmitta Was nie spotka), natomiast miejcie w pamięci, że najpierw był on autorem sztuk teatralnych, a dopiero w drugiej kolejności książek.
Czyli dalej możecie zacząć od dajmy na to "Ewangelii według Piłata" albo "Przypadku Adolfa H." - swoją drogą są to chyba dwie najdłuższe książki Schmitta.
I jeszcze "Kiedy byłem dziełem sztuki", to jest pewne dziwo.
A potem już czytajcie jak lubicie - chociaż poprawka jedna, mam wrażenie że spora część świata zachwyciła się "Oskarem i Panią Różą". Liritio nie, ale Liritio ma spaczony gust. Więc jak "Pan Ibrahim i kwiaty Koranu" nie okazał się tym "najlepszym" dla Was, to może po prostu należycie do obozu "Pani Róży..."? A wtedy nie wiem od czego zaczynać i na czym spotkania ze Schmittem kończyć, trudna rada.   
Tak czy inaczej, "Trucicielki" nie polecam ani na początek, ani na finisz, wrzućcie ją gdzieś w środek, gdzie pozostanie mało znacząca.

2 komentarze:

Anonimowy pisze...

Widzę, że Tobie też opowiadania pana Schmitta kojarzą się z oklapłą rybą :)
Porzadekalfabetyczny.blox.pl

liritio pisze...

Trochę tak :) ale to jest dziwne, bo kilka jego książek naprawdę bardzo doceniłam. Najwyraźniej z opowiadaniami Schmitt jest na opak.

Publikowanie komentarza