poniedziałek, 19 października 2009

Mistrzowie jednego opowiadania.

Ileż to razy sięgałam po krótkie formy wszelkiego rodzaju, żeby przekonać się o ich beznadziei! Ciężko o dobre opowiadania i nie mogę stwierdzić, żebym znała tom opowiadań, który podobał mi się w stu procentach. Podejrzewam też, że tak naprawdę z pewnym trudem znalazłabym więcej niż kilka zbiorów z opowiadaniami, które podobały mi się chociaż w połowie. Jednak z czystym sumieniem mogę stwierdzić, że czasem warto przedzierać się przez różnego rodzaju rozpaczliwe teksty, żeby natrafić na jedno opowiadanie genialne.

Stepen King, według wielu geniusz horroru, według mnie grafoman, który kiedyś miał spory talent, a teraz został mu już jedynie dobry warsztat, zbiorem opowiadań "Marzenia i koszmary" poraził mnie już od pierwszych stron, kiedy z pewnym niedowierzaniem czytałam opowiadanie o deszczu ludobójczych żab. Potem było już tylko gorzej, kiedy jakaś szalona zabawka dla dzieci pogryzła psychicznego autostopowicza, kilkoro dzieci uwięziło swojego ojczyma w domu, który okazał się czymś w stylu statku kosmicznego, a mąż jakiejś kobiety zapadł się pod ziemię i nic z tego nie wynikło. Ale wśród tej potwornej sieczki King stworzył cudo zatytułowane "Cadillac Dolana". Opowiadanie skonstruowane genialnie, tak misterne, szczegółowe i rzeczywiste, że czytając je aż mi się zimno zrobiło na myśl o takiej zemście. O człowieku, który przecież nie był postacią nierealną, który tak potworną zemstę wymyślił i opracował. W skrócie: całe opowiadanie poświęcone jest nauczycielowi, który zaplanował straszną śmierć dla mordercy swojej ukochanej żony. I ja, która fanką czegoś pomiędzy kryminałem a horrorem nie jestem, "Cadillaciem Dolana" byłam zachwycona. Atmosferą tego opowiadania, która sprawiła, że przez jeden straszny moment czułam się głównym bohaterem, który z takim chłodem knuje rzecz okropną. Poczułam, że to ja siedzę na tej pustyni i czekam na swoją ofiarę.

Ponownie taka sytuacja zdarzyła mi się w zupełnie innej bajce. Chciałam przeczytać kryminalne opowiadania Łysiaka ze zbioru "Perfidia" (o Łysiaku w ogóle to kiedy indziej, bo o tym panu mam trochę do napisania), ale łatwo nie było. Te opowiadania nie były jakieś bardzo złe, ale tak potwornie nudne! W stylu odrobinę podobnym do radosnej twórczości J. Archera, tylko gorsze. Nic to, twardo i z zacięciem przedzierałam się przez część pierwszą i drugą (każda zawiera cztery opowiadania), żeby nagle oniemieć z zachwytu na początku trzeciej - "Był sobie strach" - przy opowiadaniu, "Śmierć motyla", o napadzie na bank opisanym z punktu widzenia jednego z zakładników. Z ręką na sercu stwierdzam, że nauczyłabym się zawodu reżysera, żeby tylko móc to nakręcić. Opowiadanie napisane pięknym językiem, jakby nagle do książki Łysiaka dorwał się jakiś inny Łysiak.

"O wysoką szybę banku obijał się tęczoskrzydły motyl. Przecinał chybotliwą sinusoidą przestrzeń pod sufitem, a potem zawracał ku słońcu i nurkował w swój zagadkowy ból. Odrzucony, powtarzał manewr. Zmęczy się albo rozwali łeb - pomyślał Robert - ma mniejsze szanse niż ja." *

Ponownie genialna konstrukcja i ta atmosfera niepokoju, wyczekiwania, które zdaje się nie mieć końca, aż wreszcie naprawdę piękne zakończenie. Gdybym płakała nad książkami, niewątpliwie "Śmierć motyla" zasłużyłaby na moje łzy. Jest to niesamowite opowiadanie o ogromnym strachu i sile charakteru, które zawiera w sobie całe piękno i koszmar ludzkiej natury. Natury z jednej strony zdolnej do wielkich i małych bohaterstw, a z drugiej tak bezmyślnej i tępej.
Możliwe, że "Śmierć motyla" jest jedną z najładniejszych rzeczy, jakie kiedykolwiek przeczytałam.

*"Perfidia" - "Śmierć motyla" Valdemar Baldhead, Krajowa Agencja Wydawnicza 1980r., str. 175

2 komentarze:

Balianna pisze...

Stephen KIng grafomanem? :) Sporo osób pewnie się ugotuje po przeczytaniu tego- ja nie,bo nie znam dzieł Kinga. Zastanawia mnie zawsze fenomen "jednego dzieła". Pierwsza ksiażka super, kolejna-beznadziejna (wiadomo,nie dotyczy Kinga). Wyczerpanie materiału? Brak pomysłów?

liritio pisze...

Myślę, że aż tyle osób tego nie przeczyta :)
Czasem ludzie chyba się przeliczają, mają świetny pomysł na książkę, która wychodzi rewelacyjnie, a potem chcą napisać kolejne - oczywiście równie dobre. Moze czasem jest to brak pomysłów, czasem zbyt duży pośpiech. Nigdy nie uwierzę, że czas pisania nie ma wpływu na treść, a w większości wypadków książka pisana kilka lat będzie lepsza od takiej machniętej w dwa miesiące, chociaż oczywiście jeszcze talent trzeba brać pod uwagę.
A King napisał kilka świetnych książek, (chociażby "Lśnienie" czy "Miasteczko Salem")i według mnie na tych kilku mógłby skończyć.

Publikowanie komentarza