niedziela, 11 października 2009

"Shutter Island", czyli sama nie wiem czy mam na ten film czekać.

"Wyspa skazańców" Denisa Lehane'a była drugą jego książką, która wpadła mi w ręce, zaraz po "Wypijmy, nim zacznie się wojna". Ale jednocześnie pierwszą, po której Lehane wskoczył na półkę z cenionymi przeze mnie autorami. "Wyspa skazańców", chociaż pamiętam ją jak przez mgłę - kilka lat już minęło - jest książką, która wciąga tajemnicą, którą się w niej czuje. Ale tajemnicą bardziej w stylu - może trochę na wyrost to porównanie - Kinga, niż Cobena. Czytałam kolejne strony i byłam coraz bliżej uchwycenia rozwiązania, którego jednak nie odgadłam sama. Spokojne napięcie towarzyszyło tej lekturze, nie takie, które nie pozwala się oderwać, ale napięcie, które przyciąga czytelnika za cienkie sznureczki z powrotem. Dobry kawałek amerykańskiej prozy.

A teraz nakręcili film, którego zwiastun zupełnie nie odpowiada moim odczuciom. Leonardo DiCaprio jest dobrym aktorem, ale jednocześnie jest typem człowieka, który powinien grać bohaterów żywiołowych, emocjonalnych. A w "Wyspie skazańców" bardziej pasowałby mi ktoś... No nie wiem, introwertyczny. Ja książki zapamiętuję wrażeniami i "Wyspa skazańców" kojarzy mi się tak z nieprzyjemnym pokojem szpitalnym, jak i z moknącym na deszczu facetem, który drżącą ręką stara się zapalić papierosa. Chociaż zabijcie mnie, nie mam pojęcia, czy główny bohater faktycznie palił.
Oczywiście na film trochę czekam, chociaż jest to dość ponure oczekiwanie. Obawiam się hollywoodzkiego produkcyjniaka, boję się sensacyjnego thrillera, boję się, że Scorsese nie nakręci już nigdy tak dobrego filmu, jakie kręcił kiedyś - i nie mam tu na myśli "Infiltracji". No boję się, że zepsuje cały klimat tej książki, którą pamiętam słabo, ale zawsze przecież mogę przeczytać jeszcze raz. A po filmie, wybaczcie dramatyzm, już nic nie będzie takie samo. Ileż razy to przerabiałam, ekranizacje, które obejrzałam z ciekawością, ale również z odrobiną zawodu. Czy istnieją jakieś inne?



Nie lubię ekranizacji książek, które rzeczywiście polubiłam (cóż za koszmarne powtórzenie!) - zawsze mnie rozczarują. Nic dziwnego, jakiś tam reżyser ma swoją wizję, a ja swoją. Ale i tak nie lubię. Albo inaczej, lubię oglądać filmy na podstawie książek, które przypadły mi do gustu, bo gwarantują chociaż w miarę inteligentną fabułę. Tylko że potem moja wizja blednie, wypierana przez tą filmową i już zawsze tak się ze sobą gryzą. Nigdy nie mieszają. I jak tu znaleźć złoty środek?

2 komentarze:

Prowincjonalna nauczycielka pisze...

A czytałaś "Rzekę tajemnic?" tego autora? Polecam gorąco i ksiązkę, i film zrealizowany na jej podstawie; twórcy filmu z S. Pennem grającym jedna z głównych ról postarali się naprawdę.

liritio pisze...

Czytałam :) bardzo mi się podobała, chyba najbardziej ze wszystkich jego książek. Byłam też pod wrażeniem Seanna Penna. Właściwie to gdyby ekranizacja "Wyspy skazańców" wyszła równie dobrze co "Rzeka tajemnic" to byłabym zachwycona.

Prześlij komentarz